piątek, 2 maja 2014

What do you mean, Malik?

*Harper's Adams POV*

Today is Tuesday. 
   Westchnęłam cicho i szarpnęłam za klamkę do sali od biologi. Odetchnęłam z ulgą. Drugi dzień z rzędu nie widziałam Justina i modliłam się w duchu, żeby chociaż dzisiaj ta chwila nie nastąpiła. Moje myśli od piątku krążyły wokół jednej sprawy: czego chce Christian?
   Tak cholernie się go bałam... i to właśnie przez niego opuściłam Kalifornię. Co jeden głupi błąd może zmienić? 
   Zajęłam moje stałe miejsce i wypuszczając powietrze z ust wypakowałam najważniejsze rzeczy na tę lekcję. Drzwi od sami się otworzyły... - proszę nie Justin, proszę nie Justin... - i weszła nauczycielka. Odetchnęłam z ulgą i wyjęłam podręcznik od biologii. Zaczęłam notować, to co pani zaczęła nam dyktować. Tak, Harper aka wzorowa uczennica. Obiecałam coś matce i chcę to zrobić - przynajmniej do czasu.
   Otworzyłam podręcznik i zaczęłam szukać informacji o danych zwierzętach, modląc się w duchu, aby czas minął szybciej i lekcja zakończyła się. Cóż, życie nie jest po mojej stronie i dłużyła sie niemiłosiernie. Westchnęłam z irytacją i rozejrzałam się po sali. Wszyscy zajęci zadanym ćwiczeniem, no tak. Oparłam głowę na dłoni  i spojrzałam na zegarek. Zadzwonił dzwonek, spakowałam się i wyszłam w stronę sal gimnastycznych.
Cholera teraz wf...
***
   Stanęłam w szeregu obok jakiejś rudowłosej dziewczyny, której imienia nie pamiętam. Zimny, jesienny wiatr smagał moje ramiona i policzki, co przypomniało mi, ze za dokładnie miesiąc będą święta. Z zamysłów wyrwał mnie głos trenera. Cholera, ten gościu doprowadzał mnie do szaleństwa.
- Adams, nie spać mi na zajęciach! - krzyknął w moją stronę. Pieprz się razem z Alice, idioto.
   Wywróciłam oczami gryząc się w język, żeby się mu nie odszczekać. Usłyszałam śmiech "królowej szkoły", jeszcze bardziej się we mnie zagotowało. Posłałam jej mordercze spojrzenie, dziewczyna dalej się śmiała. No nic, kiedyś trzeba będzie się policzyć z tą pustą suką.
   Na tym pierdolonym świecie są trzy osoby, których nienawidzę. Christian, trener i Alice... Ugh, mogłam zostać w tym pieprzonym Kolorado. Być może nie musiałabym teraz czegoś robić dla tego skurwiela...
- Ziemia do Adams! - syknął trener.
- Co jest? - warknęłam patrząc w stronę najbardziej obrzydliwego faceta na Ziemi.
- Wybierasz drużynę, nie widzisz? - krzyknął podchodząc bliżej.
- Nie jestem głucha! - splunęłam.
- Nie drwij sobie z nauczyciela! - syknął w moją stronę. Wywróciłam oczami i stanęłam obok Alice, która również wybierała osoby do swojej drużyny. Rozejrzałam się po boisku i wybrałam kilka osób do mojej drużyny. I tak przegramy...
***
   Stanęłam przed drzwiami kawiarni głęboko oddychając. Miałam wrażenie, że moje serce zaraz wyskoczy z piersi, bałam się, czego on będzie chciał... Zacisnęłam zęby i szarpnęłam za klamkę otwierając szklane drzwi do Starbucks'a. Rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu znajomej mi osoby.
   Moje serce... przestało bić na sekundę. Siedział tam robiąc coś w swoim białym IPhone. Był jak zawsze, idealny. Włosy ułożone zawsze jak po seksie, ubrania dopasowane do jego idealnego ciała i te tatuaże... ugh, był cholernie pociągający. Przygryzłam dolną wargę niepewnie idąc w jego stronę. Usiadłam na przeciwko i mimo, że nie patrzyłam na niego, wiedziałam, że on to zrobił.
- Proszę, cóż za spotkanie Harper Adams. - wychrypiał niezmiernie ponętnym głosem. Cholera.
- Przejdźmy do rzeczy. - westchnęłam nadal nie patrząc w jego stronę. - Co ode mnie chcesz?
- Jest zlecenie...
- Nie zajmuję się już tym. - mruknęłam przerywając mu.
- Nie przerywaj mi wiesz, że tego kurwa nie lubię. - syknął. zgniatając pusty kubek.
- P-przepraszam. - jęknęłam obdarzając go jednym krótkim spojrzeniem. Nic się nie zmienił... No oprócz tego, że zapuścił małą brodę.
- Lepiej. - powiedział i uśmiechnął się z wyższością (mimo, że tego nie widziałam, wiedziałam, że to zrobił, miał to w swoim zwyczaju). - Alison jest w mieście.
- Fajnie wiedzieć. - syknęłam przypominając sobie moją dawną partnerkę od... przestępstw.
- Przejdźmy do rzeczy - uśmiechnął się złośliwie. - Zabawię się tu trochę, więc jeśli nie chcesz skończyć w piachu lub jako moja prywatna dziwka za to co zrobiłem lepiej mnie słuchaj.
   Zacisnęłam zęby uśmiechając się sztucznie i zmrużyłam oczy. Ten koleś działał mi na nerwy.
- O co ci chodzi Malik?
- Pamiętasz Deana?
- Turner'a?
- Tak.
- No, to co z nim?
- Jest na ostrzał. Masz go rozkochać w sobie i zamordować.
- C-co? - jęknęłam. - Przecież wy mieliście wspólne interesy.
- Mieliśmy. Dopóki nie zaczął ich pieprzyć z kasy.
- Nie mogłeś go od razu zastrzelić? - westchnęłam.
- Nie będę sobie brudził rąk krwią tego skurwiela.
- A ja mogę, huh? - uniosłam lewą brew.
- Piach, on, mój dom, co wybierasz? - spytał.
- On.. - westchnęłam opierając głowę na dłoni. - Dostanę jakiegoś partnera?
- Alison, mówiłem ci, że kręci się w okolicy. - jęknął oblizując usta i spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- No tak. - mruknęłam. Szczerze? To nie śpieszyło mi się na spotkanie z tą dziewczyną. Może i była jedną z bliższych mi osób, ale to ona razem z mulatem wciągnęli mnie w to wszystko.
- Prześle ci dane, gdzie on teraz jest i co robi.
- Okej, mogę już iść? - spytałam z nadzieją w głosie.
- Jasne, zadzwonię do ciebie jak będzie coś na rzeczy. - uśmiechnął się w moją stronę. Okej, w tym momencie był podejrzanie miły.
- Pa Zayn. - machnęłam ręką i wstałam kierując się do wyjścia. Nareszcie. 
   Już miałam szarpnąć za klamkę kiedy ktoś mnie wyminął w tym. Spojrzałam w górę i zetknęłam się z tymi brązowymi oczami. Cholera Justin.

*Justin Bieber's POV*

   Siedziałem z chłopakami na jednej z ławek przy Starbucksie wypatrując jakichś fajnych lasek.
- Cholera Bieber Harper już ci się znudziła? - Luke wywrócił oczami opierając się ramionami o oparcie.
- Nie, ale potrzebuję kogoś! - jęknąłem. - Masz z tym do chuja jakiś problem?
- Wcale. - prychnął.
- Idę po coś do picia. - syknąłem próbując mieć na tyle stalowe nerwy i nie przyjebać mu w ten niewyparzony ryj. Coraz bardziej mnie wkurwiał, zachowywał się jak jakaś baba z okresem. Wstałem z ławki i poszedłem w stronę Starbucksa. Szarpnąłem za klamkę i zderzyłem się z kimś w drzwiach.
- Uważaj jak chodzisz... - syknąłem podnosząc wzrok na osobę. - Harper?
- Uh.. też mi cię miło widzieć Justin. - jęknęła nerwowo.
- Dasz się zaprosić na kawę? - spytałem uśmiechając się słodko. Na ten uśmiech żadna dziewczyna nigdy nie powiedziała nie...
- Teraz? T-tutaj?
- Coś nie tak? - spytałem marszcząc brwi.
- Nie skądże. - uśmiechnęła się krzywo. - Okej.
   Była jakaś podejrzanie wystraszona... Spojrzałem na nią, ale ona była rozbiegana wzrokiem po całym pomieszczeniu. Typowy Justin nie zwróciłby nawet na to uwagi, ale... w niej coś było.. Coś co pociągało mnie bardziej niż w innych laskach.
- Co się dzieje? - wyszeptałem przybliżając się do niej.
- Nic, na prawdę! - wywróciła oczami zdenerwowana moim pytaniem. To moja wina, że się o nią martwiłem? Chwila... czy ja to właśnie powiedziałem?
- Co dla ciebie? - spytała ekspedientka wyrywając mnie z transu. Spojrzałem w jej stronę... Cholera, suka była nieziemsko seksowna.
- Mrożoną Moche. A ty Har?
- Um cokolwiek, cappuccino.
- Okej. - uśmiechnęła się i podała mi paragon. Zapłaciłem za dwie kawy, a brunetka wzięła swoją kawę.
- Możemy stąd iść? - spytała błagalnym tonem.
- Cholera co jest? - syknąłem wkurzony biorąc własny napój.
- Tutaj... jest mój były. - westchnęła po chwili namysłu, przez co rozejrzałem się po kawiarni.
- Oh.. - westchnąłem. - Okej, ale na zewnątrz jest Luke z Mattem.
- Spoko, rozumiem i tak mi się śpieszy. - westchnęła poprawiając swoją torebkę. Przygryzłem wnętrze policzka, nie chciałem, żeby szła.
- Musisz? - spytałem z nutą nadziei w głosie.
- Tak. - mruknęła. - Mam kilka spraw do załatwienia. Pa Justin.
- Cześć.
Cholera, czy ja zawsze muszę wszystko zjebać? 

***
BAM! JEST :) po 2 miesiącach, przepraszam ale miałam masę spraw rodzinnych.
Jak wam się podoba? KOMENTUJCIE!
buziaki @jdbxsomeone

sobota, 8 marca 2014

"I want her"

*Justin's Bieber POV*

  Stanąłem koło Matta przytulającego Sam.
- Ugh czy wy wszędzie musicie się miziać? - jęknąłem - to chore.
- Justin znajdź sobie dziewczynę. - uśmiechnęła się brązowooka zerkając składając na policzku chłopaka lekkie pocałunki.
- Mam dziewczynę...
- Dziewczynę na prawdę, nie mówię o takiej, jaką jest Alice.
- I tak mówisz o swojej przyjaciółce, huh? - podniosłem lewą brew krzyżując ręce na piersi.
- Przecież wiem jaką suką jest ona. - odpowiedziała.
- Zaszokowałaś mnie. - odparłem biorąc nieotwartą puszkę ze stołu. - Widzieliście gdzieś Luke'a?
- Poszedł gdzieś z tą twoją koleżanką, później go nie widziałem. - powiedział Matt bawiąc się włosami Sam.
   Ugh za słodko.
- Z Ellie? - zaciekawiłem się. Swoją drogą nieźle by razem wyglądali.
- Nie jestem tobą, żeby znać wszystkie laski po imieniu..
- Ygh, Elizabeth McFlin? Mówi ci to coś?
   Brunet zastanowił się przez chwilę.
- Tak, z nią szedł.
   O kurwa. To o niej mówił Luke?
- Kiedy z nią był? - spytałem szybko.
- To jakieś przesłuchanie? Wyluzuj, Justin.
- Ygh, cokolwiek. - wychrypiałem rozglądając się na boki.
   Tyle dziewczyn rzucało w moją stronę znaczące spojrzenia, każda chciała, abym poświęcił im chociaż minutę. Te wszystkie puste idiotki były takie głupie. Sam ma rację, powinienem poszukać kogoś na stałe...
   Czy Justin Drew Bieber się zmienia? Może to dlatego, że potrzebuje kogoś do kochania? Bo nikogo takiego nie mam...
   Zlustrowałem kilka suk, po chwili dostrzegłem Harper. Co chwilę spoglądała w moją stronę. Zaśmiałem się cicho.
- Widzisz tą przy parapecie? - szepnąłem do Matta, który po sekundzie spojrzał w jej stronę.
- Co z nią?
- Podoba mi się. - przygryzłem dolną wargę.
- Woah, Justin Bieber się zakochał? - poruszał znacząco brwiami.
- Nie! - zaśmiałem się. - Po prostu jest... inna niż te laski, które znam.
- Jest mega seksowna. - szepnął tak, aby jego dziewczyna nie słyszała.
- Chcę jej. - mruknąłem.
- Tak myślałem, że chcesz ją przelecieć.
- To chyba jasne. - prychnąłem.
- Jesteś męską dziwką ziomek. - poklepał mnie po ramieniu.
- Jestem po prostu niewyżyty... - wywróciłem oczami, czując jak Matt mnie zripostował.
- Tak sobie wmawiaj. - zaśmiał się.
- Zmieńmy temat, stary.
- Dlaczego do niej nie podejdziesz?
- Spławiła mnie.
- Justin Bieber się poddaje? Chłopie, ja cie nie znam!
- Zamknij ryj. - wybuchnąłem śmiechem, na co on mi zawtórował.
- Tchórz.
- Mam jej się narzucać?
- Taki był Justin, którego znałem. - odpowiedział z udawanym smutkiem otwierając butelkę piwa. Po raz kolejny wybuchnąłem śmiechem.
- Zobaczysz ona będzie moja. - westchnąłem.
- Powodzenia. - krzyknął za mną, a ja zacząłem iść w stronę brunetki.
   Harper dlaczego musisz być tak kurewsko seksowna i w dodatku trudna? szepnąłem w duchu idąc w stronę zdziwionej dziewczyny.

*Harper's Adams POV*

   Kurwa, kurwa, kurwa. Właśnie tego nie chciałam.
- Um cześć H..Harper.  - mruknął Justin.
- Przejdźmy do rzeczy. - westchnęłam. - Czego chcesz?
   Chłopak tak intensywnie spojrzał się w moje oczy, że zakręciło mi się w głowie. A może to od dużej ilości alkoholu.
- Przepraszam, zachowałem się jak dupek.
   Z tego co wiem nim jesteś.
- Justin Bieber mnie przeprasza? - zaśmiałam się. - Nie no, też przepraszam, zachowałam się jak suka.
- Zacznijmy naszą znajomość od nowa. - uśmiechnął się słodko. Jezus, zaraz tutaj umrę.
- Jestem Harper.
- Justin. - cholera, czy on się znowu uśmiechnął?
   On był taki słodki.
- Zatańczysz? - wychrypiał patrząc mi prosto w oczy. Jego czekoladowe tęczówki były takie piękne.
- Harper! - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam głowę na bok, gdzie stała zdyszana brunetka z telefonem w ręku.
- Co się stało El?
- Rodzice się skapnęli...
- Kurwa.. - syknęłam.
- Musimy iść. - wydyszała.
   Cholera, w takim momencie?!
- Cześć Justin. - westchnęłam idąc za przyjaciółką.
- Czekaj... - złapał mnie za rękę.
- Pogadamy w poniedziałek. - mruknęłam wyrywając się i zostawiając oszołomionego chłopaka samego.
***
   Wysiadłam z metra zakładając na ramiona moją czarną ramoneskę czując jak wiatr smaga moje ramiona. Jedyne czego teraz potrzebowałam to kazania ze strony mojej mamy.
- Mamy przekichane? - spytałam gładząc opuszkami bluzkę.
- Mhm. - przytaknęła uśmiechając się krzywo.
- Cholera. - syknęłam przechodząc na drugą stronę ulicy. Nasze bloki były dwie przecznice od metra.
- Gadałaś z Justinem... - westchnęła poprawiając włosy.
- Coś w tym złego? - spytałam.
- Wiem jaki on jest i co pl... - umilkła.
- Dokończ. - zmrużyłam oczy.
- Nie chcę, żeby cię zranił, bo jestem twoją przyjaciółką...
- Cholera Ellie, ja niczego nie oczekuję z jego strony... Po prostu rozmawialiśmy... - westchnęłam z irytacją.
- Wiem, że jest mega seksowny. - stwierdziła, a ja przygryzłam dolną wargę.
- Możemy porozmawiać o czymś innym? - mruknęłam. - Jak z Luke'iem?
- Uh. - dziewczyna zarumieniła się lekko. - Dobrze... chyba.
- Podobasz mu się. - zaśmiałam się wyciągając klucze z tylnej kieszeni jeansów.
- Cokolwiek. - odpowiedziała z uśmiechem idąc w stronę klatki. - Spotkamy się jutro!
- Jasne! - krzyknęłam w jej stronę i otworzyłam kluczem drzwi wejściowe.
   Modliłam się w duchu, żeby mama spała, była trzecia nad ranem... Weszłam na drugie piętro i włożyłam klucz do zamka i przekręciłam go kilka razy. Światło w domu było zgaszone, może ona już śpi... Zdjęłam buty i skierowałam się do mojego pokoju.
- Harper Madison Adams. - usłyszałam zachrypnięty głos mojej matki. Cholera. - Gdzie byłaś?
- Uh u Ellie. - westchnęłam.
- Obie dobrze wiemy, że cię tam nie było. - syknęła. - Więc powiesz mi prawdę?
- U kolegi na imprezie, pasuje?! - warknęłam patrząc w jej stronę.
- Obiecałaś mi coś Harper. - westchnęła.
- Powiedziałam, że spróbuje...
- Byłam dzisiaj w szkole, wiem, że pokłóciłaś się z jakąś dziewczyną.
- Bo mnie zdenerwowała! - wybuchłam.
- David śpi...
- Mamo!
- Na prawdę chcesz wylecieć?
- Nie... - mruknęłam po chwili namysłu.
- Więc proszę cię, dotrzymaj słowa i nie pakuj się w żadne kłopoty.
- Coś jeszcze?
- Tak, masz karę na wychodzenie z domu na miesiąc.
- Nie możesz... - wychrypiałam.
- Mogę, masz być w domu prosto po szkole. A teraz idź spać, dobranoc.
- Ygh, dobranoc. - mruknęłam zamykając za sobą drzwi.
   To będzie bardzo długi miesiąc...
***
   Otworzyłam oczy leniwie się przeciągając. 7:15am. Spałam 4 godziny, super. Odszukałam telefon na stoliku i podniosłam go z zamiarem sprawdzenia mojej skrzynki. Jedna nowa wiadomość.
Myślałaś, że się mnie pozbędziesz? Wtorek, Starbucks na Manhattanie o czwartej. Nie spóźnij się, jesteś mi potrzebna. Ch.

- Cholera...

***
Jest! No cóż, dużo się dzieje w moim życiu teraz, więc rozdziały będą trochę rzadziej, przepraszam :(
Jak wam się podoba?
Czekam na szczere komentarze
buziaki @jdbxsomeone