czwartek, 27 lutego 2014

"I'm not all"

*Justin's Bieber POV*

   Wszedłem do salonu, było bardzo tłoczno, a wszędzie roiło się od zajebistych dup. Nie miejcie mi za złe, nie uprawiałem seksu od poniedziałku. Luke zawsze wiedział kogo zaprosić, więc nie miałem problemu z odszukaniem jakiejś panienki na jedną noc.
   Podszedłem do wyginających się w rytm muzyki znajomych i przywitałem się.
- Masz już kogoś na oku? - spytał Matt biorąc łyk z puszki piwa.
- Prawdę mówiąc... - zacząłem przygryzając dolną wargę. Nie. - Tak. Zaprosiłeś tą nową?
  To było takie dziwne, od poniedziałku jeszcze ze sobą nie rozmawialiśmy. Halo, jestem Justin Bieber, gadałem i mam wszystkie laski ze szkoły.
- Tak. - uśmiechnął się Luke. - Ale jestem w stu procentach pewny, że i tak ci nie da.
- Stary zachowujesz się jak baba. - westchnąłem wywracając oczami. - Musimy ci znaleźć jakąś laskę, bo zaraz pomyślę, że jesteś gejem.
- Dla twojej wiadomości, mam jedną na oku idioto. - wysyczał.
- To dlaczego ja jeszcze jej nie znam? - spytałem rozbawiony tą całą sytuacją. Niby jesteśmy przyjaciółmi, a jednak co chwilę się kłócimy.
- Jak na razie nie poznasz i nawet nie sądzę, żebyś chciał ją przelecieć.
- Nie ma piętnastki? Czy jest dla mnie za stara? - zaśmiałem się szyderczo. - Luke, ty pedofilu.
- Zamknij się Justin, albo ja to zrobię. - syknął. - Niedługo ją poznasz.
- No mam nadzieję. - odpowiedziałem nadal się śmiejąc.
- Cokolwiek, lecę się rozejrzeć kto przyszedł. - mruknął odchodząc od nas. Skinąłem głową, widać, że był zły o wcześniejsze. Szczerze to mam to w dupie - zresztą jak wszystko.
- A wy co zakochańce? - spojrzałem na przytulającą się parę przyjaciół. - Też mnie zostawicie?
- Tak. - zaśmiała się Sam zarzucając włosy do tyłu. Nie wiem jak oni mogą wytrzymać tak długo w związku. To chore, oni byli ze sobą od pierwszej klasy.. Ja tak nie potrafię.
   Uśmiechnąłem się do dziewczyny i wziąłem ze stołu nieotwartą puszkę z piwem. Odwróciłem się od znajomych i po raz kolejny rozejrzałem się w około w poszukiwaniu kogoś, z kim mógłbym spędzić resztę tego wieczoru.
- No proszę proszę. - szepnąłem do siebie, przyglądając się plecom dziewczyny, która piła coś z czerwonego kubka.
  Pewnym krokiem zacząłem iść w jej stronę. Stanąłem tuż za nią, nic się nie odzywając. Dziewczyna odwróciła się wpadając na mnie.
- Co do... - syknęła podnosząc głowę i spojrzała w moje oczy. No trzeba przyznać, była piękna.
   Uśmiechnąłem się pewniej.
- Nas sobie jeszcze nie przedstawiono. - odpowiedziałem, na co dziewczyna przygryzła wargę. Była tak cholernie seksowna. - Jestem Justin.
- Nie rozmawiam z nieznajomymi. - powiedziała sucho odwracając wzrok. Tajemnicza, lubię takie.
- Oh czyżby? - podniosłem jedną brew. - Przecież dobrze wiesz kim jestem.
- Myślisz, że jeśli wszyscy w szkole cię znają, to ja również? - splunęła.
- Prawdę mówiąc.. tak.
- Ja nie jestem wszyscy.
   Ugh to widać od początku.
- Kompletnie cię nie rozumiem.
- Bo nie jestem laską w twoim typie. - wychrypiała. - Coś jeszcze?
- Skąd to wiesz? - spytałem kpiąco. Dziewczyno przestań mi działać na nerwy.
- Jakbym była inna, to jutro zapomniałbyś jak mam na imię.. jeśli nawet już nie zapomniałeś. - odpowiedziała wymijając mnie. Złapałem ją za ramię, spojrzała na mnie.
- Harper, jesteś Harper.
- Mam ci zacząć być brawo? - spytała kpiąco.
- Czemu nie? - odpowiedziałem żartobliwie. - wyluzuj skarbie.
- Nie jestem twoim skarbem.
- Dlaczego musisz być taka trudna? Nie widzisz, że chcę cię poderwać? - westchnąłem widząc, że to nie ma najmniejszego sensu. Jednocześnie intrygowała mnie, chciałem ją bardziej i dogłębniej poznać, bo była cholernie gorąca.
- Spierdalaj, Justin, nie widzisz, że nie jestem zainteresowana? - syknęła.
- Jeszcze zobaczymy. - splunąłem widząc jak dziewczyna odchodzi, a ja nadal stałem tam oszołomiony jej wrogością wobec mnie. To zawsze dziewczyny do mnie lgnęły, a nie ja musiałem się o nie starać. Tym razem będzie inaczej, jest moim celem, więc nie obchodzi mnie jak, ale muszę ją zdobyć...

*Harper's Adams POV*

   Co za frajer. Wypuściłam głośno powietrze i odeszłam na drugi koniec pokoju zostawiając go tam w osłupieniu. Może i źle go potraktowałam, ale ja nie zamierzam być jego kolejną ofiarą. Oparłam się plecami o parapet i biorąc łyk alkoholu. Zerknęłam na chłopaka, nasze spojrzenia się spotkały. Cholera. Boję się, że... nawet nie chcę o tym myśleć... Zagryzłam wargę i rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu przyjaciółki. Stała w otoczeniu Luke'a, jakiejś blondynki i przystojnego chłopaka. Bez wahania podeszłam do nich.
- Cześć. - uśmiechnęłam się do dziewczyny.
- Hej laska. - zaśmiała się Elizabeth obdarzając mnie szczerym uśmiechem. Czy myślicie o tym samym co ja?
- Nie przedstawisz nas swojej ślicznej koleżance? - usłyszałam chropowaty głos, na co lekko się zarumieniłam.
- Daniel, Nicole, Harper. - odpowiedziała uśmiechając się słodko. Nowi przyjaciele, fajnie. 
- Miło poznać. - skinęłam głową w stronę dwójki.
- Zatańczysz? - spytał chłopak, przytaknęłam i poszliśmy kilka metrów dalej, a ja rozpłynęłam się w muzyce.
   Nigdy nie byłam w stanie tańczyć tak wyuzdanie jak wiele dziewczyn tutaj, prawdę mówiąc nie kręciło mnie to. Zarzuciłam chłopakowi jedną rękę na szyję, w drugiej trzymałam kubek z alkoholem poruszając się w rytm Hot Right Now. Byłam zdziwiona tym, jak bardzo uzupełnialiśmy się w tańcu, przecież znaliśmy się dopiero kilka minut. Brunet uśmiechnął się w moją stronę, był taki słodki.
- Skąd jesteś? - spytałam, przecież ani razu nie widziałam go w szkole.
- Z Brooklynu, wiesz, nie wszyscy mają kupę forsy, żeby mieszkać na East Side'zie. - wywrócił oczami.
- Ja też jestem stamtąd. - mruknęłam przerywając.
- Oh. - uśmiechnął się przesuwając dłoń po mojej tali. - Przepraszam, ale nigdy cię tam nie widziałem...
- Mieszkam tu od tygodnia.
- To by wyjaśniało... nie ważne.
- Cokolwiek. - uśmiechnęłam się poruszając w rytm piosenki, która właśnie się kończyła.
    Chłopak złapał mnie mocniej i przyciągnął do siebie, nasze czoła niemalże się stykały. Daniel był taki gorący, jego usta wyglądały jakby były stworzone do całowania. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem i przygryzłam dolną wargę wiedząc co chce zrobić. Ja też tego chciałam, ale nie teraz... Nie po pięciu minutach poznania się, poza tym to nie byłoby fair po tym co dzisiaj się wydarzyło..
- Muszę lecieć do Lizzy. - szepnęłam wyrywając się chłopakowi, który oniemiały stał w miejscu nie wiedząc co się dzieje, a ja posłałam mu spojrzenie Jesteś przystojny, wydajesz się spoko, ale hola hola, nie będę się z tobą całować po pięciu minutach znajomości. Nie ze mną te numery.
   Oparłam się o parapet i westchnęłam. Zaczęłam żałować tej przeprowadzki, mimo, że miałam tu najwięcej znajomych - jak na ten czas. Rozejrzałam się po raz kolejny po pomieszczeniu, dostrzegłam Justina. Przygryzłam dolną wargę, widząc, że on też na mnie patrzy pomału pijąc piwo z butelki. Stał w otoczeniu kilku znajomych, których pamiętałam ze szkoły. Szepnął coś na ucho do kolegi. Cholera, brunet spojrzał się na mnie po czym znowu wymienił kilka zdań z Justinem. Uśmiechnęłam się nieśmiało, czując jak mocno bije mi serce. Cholera chłopak poruszył się i zaczął iść w moją stronę...
   Co jeśli on mi się spodobał?

***
Jej! Jest rozdział:) Jutro idę z przyjaciółką na urodziny Justina w multikinie i jestem mega podekscytowana. 
Jak rozdział? x Czego się spodziewacie teraz? 
Czekam na komentarze!

PS. CHCIAŁABYM JESZCZE PODZIĘKOWAĆ ZA PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ W NIECAŁY MIESIĄC, WOW NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ, KOCHAM WAS X
buziaki @jdbxsomeone

środa, 19 lutego 2014

"Congrats, bitch"

*Justin's Bieber POV*

   Nareszcie. Upragniona przez wszystkich uczniów czterdziestopięciominutowa przerwa na lunch. Od pierwszej lekcji marzyłem właśnie o tej chwili, mam nadzieję, że uda mi się zagadać do tej nowej. Zrozumcie mnie, jestem niewyżytym seksualnie siedemnastolatkiem, więc nie mogę zaspokajać swoich potrzeb tylko tą idiotką. Swoją drogą coś głośno dzisiaj o niej w szkole.
   Coś jest w tej budzie, a ja o tym nie wiem? Pokręciłem głową i poprawiając kaptur od bluzy pchnąłem drzwi od stołówki szkolnej. Od razu przykułem wzrok wielu osób, w tym większości dziewczyn. Uh czy ja na prawdę jestem taki przystojny? Zaśmiałem się cicho i uśmiechnąłem się lekko idąc w stronę stolika, przy którym siedzieli moi przyjaciele. Brakowało tylko dwóch osób i byli nimi moja "dziewczyna" i Luke.
- Stary słyszałeś o Alice i tej Adams?
- Jakiej Adams? - zaciekawiłem się siadając koło Matta.
- Harper. Ta nowa. - zaśmiał się.
   Robi się coraz ciekawiej. Skinąłem głową, aby chłopak opowiadał dalej.
- Laska jest ostra, na wf'ie ponoć wygarnęła Alice co o niej myśli, wszyscy byli w ciężkim szoku.
   Nie dziwie im się, ja też.
- Jaja sobie robisz? - wychrypiałem. - Przecież ona jej tego nie daruje.
- Nie słyszałeś tego? Cała szkoła o tym mówi.
   No tak, powinienem się przyzwyczaić, że mój kumpel jest plotkarzem...
- Jakoś nie za bardzo mnie to interesuje. - mruknąłem udając znudzonego, a tak na prawdę w mojej głowie roiło się tysiące pytań...
- Co jest? - spytał Luke siadając na przeciwko mnie.
- Słuchaj, ta nowa powiedziała Alice co o niej myśli. - zaśmiał się Matt biorąc do ręki jedną żelkę z paczki leżącej obok jego dziewczyny.
- Alice była strasznie wkurwiona na nią. - mruknęła Sam wkładając do ust cukierka.
- Czyli szykuje się jakaś wojna? - spytałem wlepiając wzrok w brunetkę.
- Tak sądzę. - odpowiedziała patrząc w stronę wstającego z krzesełka Luke'a.
- Gdzie idziesz? - spytałem mierząc go wzrokiem.
- Jak to gdzie? - zapytał kpiąco. - Idę jej pogratulować.

*Harper's Adams POV*

   Kiedy weszłam na stołówkę oczy wszystkich uczniów spoczęły na mnie Gratulacje dziwko, pierwszy dzień szkoły, a ty już jesteś znana ze złej strony. Wlepiłam wzrok w czubki butów i dziarskim krokiem znalazłam się w kolejce po lunch (jeśli tak można nazwać jakieś dwie papki do wyboru). Wzięłam tacę i poprosiłam o jedną z nich, mając nadzieję, że to nie jest nic przeterminowanego. Od jutra zaczynam brać własne jedzenie.
   Podążyłam do wolnego stolika, nie mogłam znaleźć wzrokiem Ellie, więc miałam nadzieję, że tu się spotkamy. Wzięłam łyżkę z zamiarem nałożenia tej brei na nią i spożycia posiłku.
- Na twoim miejscu nie jadłbym tego. - usłyszałam męski głos. Podniosłam wzrok i zobaczyłam wysokiego chłopaka przysiadającego się do mojego stolika. Był również bardzo przystojny, ale zapewne mniej od Justina. Ugh, znowu o nim myślę.
- Cokolwiek. - mruknęłam odkładając łyżkę na swoje miejsce. - Kim jesteś?
   Cholera. Chłopak spojrzał się na mnie jakbym była z innej planety, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę czując jak się rumienię. Roześmiał się serdecznie. To dobry znak.
- Jestem Luke. - uśmiechnął się nie spuszczając ze mnie swoich brązowych oczu.
   No no, pięknie. Pierwszy dzień, a ty poznajesz ludzi, Harper.
- Miło. Ja...
- Wiem jak się nazywasz. - Odparł przerywając mi.
- Super. - wywróciłam oczami. - Więc czego chcesz?
- Chciałem ci pogratulować tego, jak postawiłaś się Queen.
- Wieści szybko się rozchodzą?
- Tak.
- Ona jest królową pszczół?
- Nie mylisz się.
- Kurwa.
- Co jest?
- To dlatego wszyscy się tak na mnie gapią. - wypaliłam.
- Nie przejmuj się tym... Wiesz, nikt nigdy nie postawił się jej...
- Więc jestem pierwsza... - i czuję się z tym zajebiście. Wiem do czego są zdolne takie dziewczyny jak ona i to nie jest już fajne.
- Cokolwiek. W piątek jest impreza u mnie, wpadniesz?
- Nie znam adresu. - uśmiechnęłam się wrednie, nie miałam ochoty iść na żadną domówkę...
   Chłopak wziął do ręki mojego IPhone'a, kurwa jaki on jest sprytny. Po chwili mi go oddał, a ja zobaczyłam na ekranie nowy kontakt łącznie z adresem.
- Zdzwonimy się. - wykonał znak telefonu palcami i wstając z krzesełka puścił mi oczko. - Przyjdź z Ellie.
- Okej. - krzyknęłam za nim, a on pomachał mi i odszedł w stronę swoich znajomych. Uśmiechnęłam się lekko, wydawał się bardzo miły.
- Co tam laska? - spytała brunetka siadając naprzeciwko mnie.
- Zostałam zaproszona na imprezę. - uśmiechnęłam się lekko grzebiąc łyżką w papce.
- Kto cię zaprosił? - spytała odwijając z papieru kanapkę.
- Jakiś Luke. - odpowiedziałam na co dziewczyna spojrzała na mnie z szokiem.
- L-Luke? Jaki Luke?
- Mówię ci, że nie wiem... - mruknęłam.
- Czy to tamten chłopak? - skinęła na stolik, przy którym siedział roześmiany chłopak ze swoimi znajomymi.
- Tak. - odpowiedziałam pewnie, mimo to czułam, że coś jest na rzeczy. - A co?
- To Luke Butler. - mruknęłam spoglądając w dal rozmarzonym wzrokiem. Podoba jej się. - Mówił coś o mnie?
- Tak.
- Co? - spytała otwierając szeroko oczy.
- Powiedział, żebym przyszła z tobą. - uśmiechnęłam się, a na moje słowa dziewczyna zrobiła to samo.
- Czekałam na tą chwilę od pierwszej klasy. - zaśmiała się.
- Wiedziałam że ci się podoba! - odpowiedziałam na co policzki dziewczyny zaróżowiły się.
- Proszę cię Harper, zamknij się. - wywróciła oczami.
- Wyluzuj Ellie, on będzie twój.
- Chciałabym...
- Wie jak się nazywasz, jesteś na dobrej drodze. - zaśmiałam się głośno, na co kilka osób z sąsiednich stolików spojrzało na mnie.
   Rozumiem, jestem nowa, ale ogarnijcie się ludzie z tymi spojrzeniami. Co chwile ktoś się na mnie patrzył, to było takie irytujące...
- Cokolwiek. - wywróciła oczami. - kiedy jest ta impreza?
- W ten piątek.
- To za 4 dni.
- Spostrzegawcza. - zaśmiałam się, dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem. - Spokojnie, Ellie. Żartuję.
- To nie jest śmieszne. - jęknęła przeżuwając kawałek kanapki z Subway.
- Owszem, jest. - zaśmiałam się znowu. To słodkie, jak robiła się czerwona na samo słowo "Luke".
  Odwróciłam się i spojrzałam znowu na stolik, przy którym siedział chłopak. Koło niego siedziała ygh Alice przytulona do... Justina. Nie wiem dlaczego, ale zacisnęłam pięści i odwróciłam głowę w stronę przyjaciółki.
- Zmieńmy temat. - uśmiechnęła się oblizując palce po majonezie. - To prawda, że pokłóciłaś się z Alice?
- Więc ty też... - westchnęłam opierając głowę na łokciu. - Irytuje mnie jej zachowanie.
- Nie tylko ciebie. - odparła zgniatając papier w kulkę. - Prawie cała szkoła jej nienawidzi. Trzyma się tylko na swojej pozycji dzięki "związkowi" - zrobiła palcami cudzysłów - z Justinem.
- Są razem? - spytałam, próbując brzmieć obojętnie.
- Według niej tak, ale Justin jej nie kocha. On po prostu... potrzebuje rozrywki.
- Męska dziwka. - odparłam na co dziewczyna lekko się zaśmiała.
- Mówisz o moim przyjacielu. - walnęła mnie żartobliwie w ramie.
- Byłym. - zironizowałam, przypominając sobie wcześniejszą rozmowę i wywróciłam oczami. - Cokolwiek.
- Nie łap mnie za słówka. - zaśmiała się lekko krzywiąc usta.
- Oj Ellie. - westchnęłam wyciągając z kieszeni telefon. 3 minuty do końca przerwy. - Trzeba się zbierać..
- Wyluzuj, została jeszcze chwila. - wywróciła oczami.
    Oh, zaczynasz mnie denerwować kochanie. Przytaknęłam uśmiechając się sztucznie. Miałam już dość tej szkoły, a to dopiero pierwszy dzień. Tak bardzo marzyłam o moim pokoju... Cholera, ja nawet marzyłam o zabawie z moim bratem, byleby nie być tutaj i nie patrzeć na Alice...
   Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka szkolnego, spojrzałam przymrużonymi oczami na przyjaciółkę.
- A nie mówiłam?!
- Przepraszam. - uśmiechnęła się wstając z krzesełka. Zrobiłam to samo co dziewczyna i obie opuściłyśmy stołówkę kierując się w stronę odpowiednich pracowni.
***
- Jak wyglądam? - jęknęła Ellie nie spuszczając wzroku z drogi.
- Pytasz się o to siódmy raz. - westchnęłam nakładając trochę błyszczyku na usta. - Wyglądasz zajebiście.
- Dzięki, Harper. - westchnęła, widać, że się denerwowała.
- Spokojniej Ellie. - krzyknęłam słysząc jak trąbi na samochód.
- Jak mam być kurwa spokojna?! Czy ty cokolwiek rozumiesz?!
- Rozumiem. - westchnęłam opierając się na łokciu.
- To chyba tutaj. - uśmiechnęła się parkując, a ja podążyłam za jej spojrzeniem. Wieżowiec był ogromny, zresztą jak wszystkie na Upper East Side.
- Wow. - westchnęłam wychodząc z jej granatowego kabrioletu.
- Boję się, Harper.
- Czego? - spytałam otwierając drzwi od apartamentowca.
- Ygh sama nie wiem, pewnie zaniemówię widząc go.
- Wydaję mi się, że on nie ma dziewczyny. - uśmiechnęłam się klikając na przycisk od windy.
- No bo tak jest...
- Więc w czym problem? - spytałam wchodząc do windy.
- To wszystko jest takie... ygh, słuchaj on mnie nigdy nie zauważał, a teraz mnie zaprosił...
- Elizabeth. - jęknęłam wpisując numer piętra. Winda z migiem ruszyła. - Uspokój się już, dobrze?
- Mhm.
   Winda się zatrzymała. Wyszłyśmy z klaustrofobicznego pomieszczenia i znalazłyśmy się na przeciwko drzwi. Już tutaj było słychać połowę piosenki "Mercy" Kanye West'a, nacisnęłam na klamkę, dźwięk zrobił się jeszcze głośniejszy. Uśmiechnęłam się w stronę przyjaciółki, która szukała kogoś znajomego. Mogłam wyczuć alkohol, fajki i inne dopalacze w powietrzu. Już tak długo jestem trzeźwa, że nie pamiętam smaku wódki. Zaśmiałam się lekko podchodząc do barku, gdzie ludzie spożywali swoje napoje. Wzięłam pierwszy lepszy i nalałam go do kubka. Przyłożyłam do ust, czując jak ciecz wpływa do mojego gardła. Jack Daniel's. Uśmiechnęłam się do siebie i odłożyłam kubek. Obróciłam się, ktoś zagrodził mi drogę do reszty pomieszczenia.
- Co do... - syknęłam patrząc w górę. Cholera.
- Nas sobie jeszcze nie przedstawiono. - uśmiechnął się. - Jestem Justin.


***
JEST! Przepraszam, ze tak długo, ale miałam masę spraw na głowie... 
Jak wrażenia? KOMENTUJCIE!
xoxo, @jdbxsomeone