*Harper's Adams POV*
Skrzywiłam się widząc przed sobą stację metra, ostatnio jechałam nim mając dziesięć lat... Muszę sprawić sobie jakiś samochodów, motocykl... Nie pytajcie.
Kupiłam bilet i przeszłam przez barierki, jak zwykle nie było żadnych miejsc siedzących... Powinnam się do tego przyzwyczaić, dopóki nie znajdę innego środka transportu.
Westchnęłam głośno na co kilka osób spojrzało w moją stronę. Wzruszyłam ramionami wkładając słuchawki od telefonu do uszu i pogrążyłam się w muzyce.
Po kilku przystankach w metrze zrobiło się ciaśniej, wagon był wypełniony po brzegi. Wywróciłam oczami, w tym czasie obok mnie stanęła jakaś wysoka brunetka. Spojrzałam na jej twarz, wydawała się bardzo znajoma.. Zaświtało mi coś w głowie, więc lekko otworzyłam usta ze zdziwienia. Dziewczyna zerknęła na mnie marszcząc brwi.
- Hej, znamy się? Wydajesz się bardzo znajoma. - uśmiechnęła się lekko.
- Um... ty też wydajesz się nieco znajoma. - odpowiedziałam.
- Jestem Elizabeth McFlin.
- Lizzy? - spytałam. - Harper.
Brunetka rozszerzyła lekko oczy ze zdziwienia.
- Więc to prawda, znowu tu zamieszkaliście. - pisnęła na co kilka osób spojrzało niemile w jej stronę.
- Też się cieszę, że cię widzę. - zaśmiałam się.
- Mów mi Ellie, nienawidzę, jak ktoś w moją stronę używa tego na "L". - wywróciła oczami, na co ja zachichotałam.
- Gdzie chodzisz?
- Eleanor Roosevelt. - skrzywiłam się.
- Oh, ja również, się tam uczę.
- Nie znam nikogo, nienawidzę czegoś takiego...
- Jako jedyna z całej klasy tam poszłam, więc wiem co to osamotnienie. - uśmiechnęła się krzywo, oglądając swoje pomalowane na turkusowo paznokcie.
- Cokolwiek. - westchnęłam.
Ludzi w metrze ubywało, a niedługo my również miałyśmy opuścić podziemia.
- Nie jest tak źle... Na początku myślałam, że to szkoła pełna bogatych snobów, ale pozory mylą. Jest grupa takich osób, ale większość to normalni ludzie... Jest nawet kilka osób z Bronxu.
Podobna do mnie.
- Uwierz, ja nadal tak myślę.
- Ranisz! - udała ból na co ja zaśmiałam się. - Szybko się z kimś zapoznasz.
A ja nie mam takich nadziei.
To miłe z jej strony, ale nie tego chciałam... Moim celem było wylecieć z tej szkoły jak najszybciej. Ale kto wie? Może nie będzie tak źle...
- Raczej wątpię... Cóż, nie jestem zbytnio towarzyską osobą...
Prawdę mówiąc, odpycham ludzi... Umyślnie...
- To tylko głupie gadanie. - ciągnęła. - Zmienisz zdanie...
Aww ta sama wygadana Liz.. Elizabeth.
- Mam nadzieję...
...że nie.
- Nasza stacja. - uśmiechnęła się ciągnąc mnie za rękaw czarnej skórzanej kurtki.
Prawdę mówiąc taką właśnie zapamiętałam ją z podstawówki. Wygadana, wesoła... Cóż minęło trochę czasu... Co ja mówię, sześć lat to szmat czasu... Teraz była pewną siebie siedemnastolatką, na pewno wiele chłopaków czekało, aby się z nią umówić. Miałam nadzieję odnowić nasz kontakt i... może poznać kogoś...
- Jak długo zajęło ci przystosowanie się no wiesz, do tego miejsca? - spytałam przerywając jej monolog.
- Co to za pytanie? - zaśmiała się patrząc na mnie swoimi brązowymi oczami. - Było trudno, ale dałam radę... Chciałam się wybić poza Brooklyn... Dasz radę, Harper, to nic wielkiego w porównaniu z tyloma przeprowadzkami, które przeżyłaś.
- Kiedy poznałaś pierwszą osobę?
- Uh, w połowie września doszedł do nas taki chłopak.. To było w pierwszej klasie, zostaliśmy przyjaciółmi, a potem, no cóż... Zmienił się, już nie jest tą samą osobą... Doszedł do drużyny koszykówki i po prostu... poszedł za ludźmi. Jest teraz popularny, ale nie winię go za to... Czasem gadamy...
- Dupek. - westchnęłam kopiąc mały kamyk czubkiem buta.
- Cokolwiek, ale teraz mam innych znajomych.
- To chyba dobrze. - powiedziałam, ale bardziej zabrzmiało to jak pytanie.
- Zobacz - wskazała na ogromny, elegancki budynek z czerwonej cegły ozdobionego ciemnymi płytami. - To nasza szkoła.
- Wow. - to było jedyne co mogłam z siebie wydobyć. Ta szkoła była piękna.
- Tak myślałam, że zareagujesz. - zachichotała.
Przy szkole kręciło się wielu uczniów, niektórzy wchodzili, ale kilka też siedziało na ławkach rozkoszując się słonecznym porankiem. Uśmiechnęłam się lekko przyglądając się grupkom młodzieży, jedna przykuła moją uwagę... Była to zapewne ta, snobistyczna, mająca hajsu jak lodu... Kilka osób stało, dwie dziewczyny siedzące na ławce, gadając coś do chłopaka, który był kompletnie niezainteresowany ich paplaniną. Wydawał się znudzony całym światem, tylko to mogłam wyczytać z jego znudzonych brązowych oczu. Siedział rozłożony na ławce i miał na sobie firmowe ubrania. Był nieziemsko przystojny... Szybko odwróciłam wzrok, nie myśląc o nim, nie chciałam, żeby ktokolwiek zawrócił mi w głowie.
- Halo, Harper! - usłyszałam zirytowany jęk brunetki i jej rękę przed moją twarzą.
- Co? Tak. - mruknęłam spoglądając na nią.
- W ogóle mnie nie słuchasz.. - zrobiła smutną minę otwierając drzwi od szkoły.
- Przepraszam, cię.. - uśmiechnęłam się lekko. - Co to za chłopak? - skinęłam na - tym razem w okularach - bruneta.
- Uh, to Justin, opowiadałam ci o nim... Ale nie łudź się, że poznasz go bliżej... To typowy szkolny dupek, więc nie zawracaj sobie nim głowy. - odpowiedziała szybko, zamykając za sobą drzwi.
O kurwa.
*Justin's Bieber POV*
- Justin, tu nie wolno palić. - syknął Luke, ale mało mnie to obchodziło.
- Wyluzuj stary, to tylko jeden mały skręt nic więcej. - zaśmiałem się, nie zważając na paplaninę Alice i Sam, które chciały mnie pouczyć. Mam to w dupie, szczerze ostatnio wszystko mam głęboko gdzieś.
Oblizałem usta zgaszając niedopałek o ławkę.
- Chcesz nas zjarać? - spytał chłopak, krzyżując ręce.
- Nie bądź taki grzeczny Luke. - zaśmiałem się ostro, przypominając sobie co robił ostatnio.
- Ucisz się. - warknął.
- Sam to zrób. - zmrużyłem oczy, kładąc rękę na ramionach mojej "dziewczyny" na co ona uśmiechnęła się słodko.
Biedaczka, myśli, że ją kocham. pomyślałem uśmiechając się złośliwie. Jest za bardzo łatwa i żałosna, na to, żeby kogoś mieć. Była mi potrzebna tylko i wyłącznie do jednego.
Od dwóch lat nikt nie usłyszał z moich ust słów "kocham cię", nawet moja własna matka, której nienawidzę za to, co zrobiła... Czekam na głupią osiemnastkę i wyprowadzę się z tego gówna raz na zawszę... Wrócę do Kanady, mam dosyć tej pieprzonej Ameryki.
- Wpadniesz dzisiaj do mnie? - spytała słodko Alice. - Rodzice idą na kolacje...
- Jasne. - uśmiechnąłem się wiedząc o co jej chodzi.
- Bądź o dziewiątej.
Wypuściłem głośno powietrze rozglądając się na boki. Za kilka minut miała zacząć się pierwsza lekcja, ale jakoś nie za bardzo mi się na nią śpieszyło. Zaśmiałem się widząc te wszystkie laski patrzące w moją stronę. Czy jestem, aż tak przystojny? Spojrzałem w prawą stronę i zobaczyłem moją starą przyjaciółkę (jeśli można to tak nazwać) Ellie idącą pod rękę z jakąś seksowną laseczką.
- Kto to? - spytałem nonszalancko.
Luke i Matt spojrzeli w skazanym przeze mnie kierunku, po czym oboje wzruszyli ramionami co wskazywało jasną odpowiedź: "nie wiem". Cholera. Założyłem okulary przeciwsłoneczne i poprawiłem włosy.
- Spodobała ci się Bieber? - spytał brunet ruszając zabawnie brwiami, na co się roześmiałem.
- Nie - oblizałem usta podążając wzrokiem za jej chudym tyłkiem. - Nie potrzebuje miłości. - szepnąłem, aby Alice tego nie słyszała.
- Bezuczuciowy Justin? - zaśmiał się Matt, za co zmierzyłem go wzrokiem, a on podniósł ręce w geście obronnym.
- Cokolwiek. - wzruszyłem ramionami, a w moich uszach rozdzwonił się dzwonek na lekcje. Leniwie wstałem i podążyłem za grupą moich przyjaciół.
- Do zobaczenia, kochanie. - Alice uśmiechnęła się słodko całując lekko moje usta.
- Ta, cześć. - mruknąłem idąc w kierunku schodów.
Cholera, dlaczego pierwsza lekcja musi być na drugim piętrze? zakląłem w duchu biegnąc coraz wyżej. Ludzi ubywało na korytarzach, w końcu byłem jedyną osobą, która jeszcze nie była w żadnej sali. Brawo, Bieber, znowu się spóźniłeś. Przybiłem piątkę z własną twarzą i bez pukania wszedłem do pracowni od biologi.
- Może trochę kultury, Justin? - spytała pani Floren.
- Ta, dzień dobry. - mruknąłem siadając w ostatniej ławce nie zważając na ciekawskie spojrzenia uczniów, rzucane w moją stronę.
Po wpisaniu mi spóźnienia i - jak sądzę - uwagi, nauczycielka zaczęła tłumaczyć budowę mięczaków, jednak nie to przykuło moją uwagę. Spostrzegłem tą samą dziewczynę siedzącą kilka ławek przede mną. Odwróciła się, nasze spojrzenia spotkały się na moment, po czym znów utkwiła swój wzrok w przodzie. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Tak, zdecydowanie będziesz moim nowym celem.
***
Wczoraj nie mogłam zasnąć, więc zaczęłam pisać i jest:)
jak wam się podoba? xoxo
zajebisty kfaoskdosadas czekam na nowy!!
OdpowiedzUsuńgenialny bardzo fajnie piszesz ;)) @perstus
OdpowiedzUsuńCzekam na ciąg dalszy. Podoba mi się twój styl pisania :) Zapraszam na moje FF z Justinem http://amnesiadreamisbeginningmemories.blogspot.com/ /@Sweet_lieber
OdpowiedzUsuńNaprawde mi sie podoba ! A uwirz mnie malo co interesuje , wow , powodzenia ! ~ @CrazyButFreeOli , chce byc informowana ;*
OdpowiedzUsuńStrasznie podoba mi się to FF :) Czekam na następny rozdział xx
OdpowiedzUsuńxjajzxgjzqaf swietny, czekam na następny x
OdpowiedzUsuń@leviathanxj