*Justin's Bieber POV*
Kiedy zadzwonił dzwonek, mówiący o końcu lekcji spakowałem się jak najszybciej aby nie stracić z oczu mojego nowego celu... Niestety ona nie była taka jak wszystkie dziewczyny, w mgnieniu oka ulotniła się z pracowni, więc pozostało mi tylko jedno...
***
- Cześć Ellie, jak leci? - spytałem opierając się o rząd szafek.
- Czego chcesz Justin? - westchnęła wymieniając podręcznik od algebry na dwa zeszyty.
- Czy muszę czegoś chcieć, żeby z tobą pogadać? - zaśmiałem się ironicznie.
- Tak. - odpowiedziała zgodnie z prawdą na co ja wywróciłem oczami.
Jak ona dobrze mnie zna.
- Jesteś moją przyjaciółką, El... - uśmiechnąłem się sztucznie.
- Proszę cię Jay, nie jesteśmy już przyjaciółmi.
- Kiedyś było inaczej... - westchnąłem.
- Zmieniłeś się Justin. - westchnęła zamykając szafkę.
- Przestań to mówić. - mruknąłem poprawiając włosy.
- Boisz się prawdy...
- Wszystko się zmieniło, okej? - wypuściłem powietrze z ust. Ona była jedyną osobą, przy której mogłem poczuć się jak dawniej. - Ty również.
- Nie mów tak Justin, oboje wiemy, że nie chcesz przyjąć innych rzeczy do wiadomości. - mruknęła spoglądając na mnie. - Co chciałeś?
- Podaj mi numer swojej nowej koleżanki. - puściłem jej oczko, czując jak stary ja powraca.
- A więc o to ci chodziło. - zaśmiała się, ale szybko spoważniała. - Nie.
- Ellie nie bądź taka, no.. - jęknąłem idąc za dziewczyną.
- Jeśli masz ją tylko przelecieć, to sorry, nie będę dawała ci do niej telefonu, Justin.
- Co mam zrobić, żebyś dała mi jej numer?
- Zmień się Justin.
- Powiedz chociaż jak się nazywa.
- Nie dasz mi spokoju, prawda? - westchnęła odwracając się w moją stronę.
Oblizałem usta patrząc niepewnie w jej brązowe oczy.
- Nie.
- Ma na imię Harper. - mruknęła.
Harper.
- Ale proszę cię Justin, nie zrań jej dobrze? - pociągnęła nosem. - Ona wiele przeszła...
Co mogła przejść? pomyślałem ze śmiechem. No tak, ja też trochę przeszedłem.
- Ta, jasne. - uśmiechnąłem się tuląc jej drobne ciało.
- Brakuje mi naszej przyjaźni, naszych rozmów... - wymruczała.
- Shh Ellie. - westchnąłem odklejając ją od siebie. - Ja czuję tak samo... Ale chyba, za bardzo cię skrzywdziłem.
- To był cios po niżej pasa. - zaśmiała się, przywracając "poker face" na swojej twarzy.
Uwielbiałem tą dziewczynę, ale jednej rzeczy wręcz w niej nienawidziłem... Tego, że była taka krucha, a ja byłem osobą, która raniła ją najbardziej...
- Przepraszam.
- Wiele "przepraszam" usłyszałam z twoich ust, Justin. Nie ufam ci, dlatego obiecuję ci, że jeśli Harper przyjdzie do mnie z płaczem to jesteś martwy. - syknęła zaciskając swoje dłonie w pięści. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak zdenerwowanej. Odwróciła się na pięcie i odeszła, zostawiając mnie w ciężkim szoku.
*Harper's Adams POV*
Uciekłam. Tak po prostu. Nie chciałam, aby ten cały jak mu tam Justin podszedł do mnie, bo widocznie to miał w zamiarze. Całą lekcję czułam jego wzrok na moich plecach, nie mogłam się skupić na tym co mówiła nauczycielka...
Podeszłam do mojej szafki i wyciągnęłam z niej kilka książek, aby nie chodzić w te i we wte, to było mi nie potrzebne. Muszę znaleźć Ellie. Westchnęłam i poprawiając torbę podążyłam w stronę jej szafki, ale po chwili stanęłam jak wryta.
Gadała z nim. Nie wiem o czym, ale była smutna. On ją przytulił, ygh czy ten chłopak na prawdę musi być taki seksowny? Dziewczyna odeszła zostawiając go samego, był czymś zdziwiony... Tak bardzo chciałam się dowiedzieć o czym rozmawiali... Przecież Elizabeth to moja przyjaciółka, mam nadzieję, że on nic jej nie zrobił... Muszę wziąć się w garść.
Spojrzałam po raz kolejny na chłopaka, tym razem stał oparty o rząd szafek ze skrzyżowanymi rękami na piersi. Cholera, nasze oczy się spotkały... To co poczułam... Nie wiem jak o nazwać...
Byłam nim oczarowana, był strasznie przystojny... Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę po czym przygryzłam dolną wargę.. ODWZAJEMNIŁ TO, mój żołądek wykonał salto, odwróciłam wzrok i zaczęłam iść w stronę schodów, musiałam koło niego przejść. Kątem oka widziałam jak mnie lustruje, otworzył lekko usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Cholera, jak on na mnie działa.
Otworzyłam torebkę i zaczęłam szperać w poszukiwaniu planu lekcji. Po chwili wyciągnęłam białą kartkę złożoną na pół i otworzyłam ją podążając wzrokiem po tabelce. Według niego teraz miał być WF.
Cholera.
***
Ubrana w szare dresowe spodnie i jasny podkoszulek stanęłam w rzędzie, aby trener mógł nas policzyć i wpisać coś na liście obecności. Pragnęłam, aby ta cholerna godzina skończyła się jak najszybciej, nigdy nie lubiłam wf'u. Stałyśmy na boisku szkolnym, nie było zimno, ale co jakiś czas chłodne podmuchy wiatru muskały moje ręce, przez co dostawałam gęsiej skórki.
Rozejrzałam się wokół siebie, oprócz mnie było jeszcze 15 dziewczyn, wszystkie wyglądały na te bogate snobki. Wywróciłam oczami i skrzyżowałam ręce na piersi odwracając od nich wzrok.
- Williams! - krzyknął mężczyzna rozglądając się.
- Obecna.
- Florence!
- Jestem.
- Queen!
- Obecna.
- Adams!
Stałam czekając na czyjąś odpowiedź, której nie dostałam.
- Adams! - krzyknął drugi raz, a ja skojarzyłam fakty.
- Jestem. - odpowiedziałam przyglądając się nauczycielowi. Nie wydawał się stary, miał może 35 lat i widoczną łysinę na głowie. Był ubrany w rozciągnięty niebieski dres, taki jakie noszą zazwyczaj wuefiści.
- Nowa i już głucha. - usłyszałam chichot jakiejś suki. Spojrzałam na nią, miała blond włosy i głupie niebieskie oczy wpatrzone w stronę swojej przyjaciółki. Stała oparta o jakąś inną śmiejącą się sukę w różowych leginsach.
- Masz jakiś problem? - spytałam sucho patrząc w jej stronę.
- Co proszę? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, albo udawała głupią albo po prostu taka była. Myślę, że to ta druga opcja.
- Jesteś głucha czy głupia idiotko? - zaśmiałam się na co wszystkie dziewczyny zamilkły. Chyba byłam pierwszą, która jej się postawiła. Dziewczyna zmrużyła swoje małe oczy i poprawiając kaptur śnieżnobiałej bluzy podeszła do mnie.
- Nawet nie wiesz do kogo się odzywasz. - wysyczała swoim irytującym piskliwym głosem.
- Wiem. To, że masz na nazwisko Queen - oby - nie czyni z ciebie królowej.
- Dla przyjaciół Alice. Tak mam na imię. -prychnęła.
- Nie zostaniemy nimi. - odpowiedziałam bez wyrzutu.
- Queen! Adams! - usłyszałam krzyk trenera. On był bardzo głośną osobą. - Jeśli nie przestaniecie się kłócić, wyślę was do dyrektora.
- Czy ja się z kimś kłócę? - spytałam podnosząc lewą brew. - Po prostu rozmawiamy.
- Nie pyskuj, Adams!
- Nie pyskuje, tylko kulturalnie dyskutuje z panem, trenerze. - uśmiechnęłam się płytko.
- Skończcie to, albo będzie źle. - powiedział trochę ciszej idąc w stronę boksu z piłkami.
- Trenerze, ja nie jestem niczemu winna! - zaświergotała słodko ygh do zrzygania - to ta idiotka zaczęła.
- Nie denerwuj się tak Ally. - uśmiechnął się w jej stronę. Czy oni mają romans, czy jak to jest?!
- Sama jesteś idiotką! - wysyczałam zaciskając pięści. Miałam taką ochotę jej przywalić, ale powstrzymywała mnie jedna myśl... Obiecałam mamie, że nie wylecę z tej szkoły... Ygh...
Niektóre rzeczy jest bardzo trudno obiecać.
- Zginiesz w tej szkole. - wysyczała mi w twarz.
- Powodzenia, kochanie, ja się nigdzie nie wybieram. - zaśmiałam się i odwracając się na pięcie odeszłam jak najdalej od niej.
***
Długo pisany, ale jest!
Jak wam sie podoba?
NOWY-nie wiem kiedy będzie, powinien się niedługo pojawić.
Czekam na komentarze xoxo
o jezusie ! idealny *_______* nie moge sie doczekać , aż Justin do niej zagada , huhuhuhu :3 czekam na następny :>
OdpowiedzUsuńo matko aneghdvfwed <3 już nie mogę się doczekać następnego
OdpowiedzUsuńjest cudowny, tylko mam nadzieję, że kolejne będą dłuższe :)
OdpowiedzUsuńdziękuję:) postaram się dodawać dłuższe :) x
Usuńsuuper dodaj szybko nowy ^^
OdpowiedzUsuń