piątek, 2 maja 2014

What do you mean, Malik?

*Harper's Adams POV*

Today is Tuesday. 
   Westchnęłam cicho i szarpnęłam za klamkę do sali od biologi. Odetchnęłam z ulgą. Drugi dzień z rzędu nie widziałam Justina i modliłam się w duchu, żeby chociaż dzisiaj ta chwila nie nastąpiła. Moje myśli od piątku krążyły wokół jednej sprawy: czego chce Christian?
   Tak cholernie się go bałam... i to właśnie przez niego opuściłam Kalifornię. Co jeden głupi błąd może zmienić? 
   Zajęłam moje stałe miejsce i wypuszczając powietrze z ust wypakowałam najważniejsze rzeczy na tę lekcję. Drzwi od sami się otworzyły... - proszę nie Justin, proszę nie Justin... - i weszła nauczycielka. Odetchnęłam z ulgą i wyjęłam podręcznik od biologii. Zaczęłam notować, to co pani zaczęła nam dyktować. Tak, Harper aka wzorowa uczennica. Obiecałam coś matce i chcę to zrobić - przynajmniej do czasu.
   Otworzyłam podręcznik i zaczęłam szukać informacji o danych zwierzętach, modląc się w duchu, aby czas minął szybciej i lekcja zakończyła się. Cóż, życie nie jest po mojej stronie i dłużyła sie niemiłosiernie. Westchnęłam z irytacją i rozejrzałam się po sali. Wszyscy zajęci zadanym ćwiczeniem, no tak. Oparłam głowę na dłoni  i spojrzałam na zegarek. Zadzwonił dzwonek, spakowałam się i wyszłam w stronę sal gimnastycznych.
Cholera teraz wf...
***
   Stanęłam w szeregu obok jakiejś rudowłosej dziewczyny, której imienia nie pamiętam. Zimny, jesienny wiatr smagał moje ramiona i policzki, co przypomniało mi, ze za dokładnie miesiąc będą święta. Z zamysłów wyrwał mnie głos trenera. Cholera, ten gościu doprowadzał mnie do szaleństwa.
- Adams, nie spać mi na zajęciach! - krzyknął w moją stronę. Pieprz się razem z Alice, idioto.
   Wywróciłam oczami gryząc się w język, żeby się mu nie odszczekać. Usłyszałam śmiech "królowej szkoły", jeszcze bardziej się we mnie zagotowało. Posłałam jej mordercze spojrzenie, dziewczyna dalej się śmiała. No nic, kiedyś trzeba będzie się policzyć z tą pustą suką.
   Na tym pierdolonym świecie są trzy osoby, których nienawidzę. Christian, trener i Alice... Ugh, mogłam zostać w tym pieprzonym Kolorado. Być może nie musiałabym teraz czegoś robić dla tego skurwiela...
- Ziemia do Adams! - syknął trener.
- Co jest? - warknęłam patrząc w stronę najbardziej obrzydliwego faceta na Ziemi.
- Wybierasz drużynę, nie widzisz? - krzyknął podchodząc bliżej.
- Nie jestem głucha! - splunęłam.
- Nie drwij sobie z nauczyciela! - syknął w moją stronę. Wywróciłam oczami i stanęłam obok Alice, która również wybierała osoby do swojej drużyny. Rozejrzałam się po boisku i wybrałam kilka osób do mojej drużyny. I tak przegramy...
***
   Stanęłam przed drzwiami kawiarni głęboko oddychając. Miałam wrażenie, że moje serce zaraz wyskoczy z piersi, bałam się, czego on będzie chciał... Zacisnęłam zęby i szarpnęłam za klamkę otwierając szklane drzwi do Starbucks'a. Rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu znajomej mi osoby.
   Moje serce... przestało bić na sekundę. Siedział tam robiąc coś w swoim białym IPhone. Był jak zawsze, idealny. Włosy ułożone zawsze jak po seksie, ubrania dopasowane do jego idealnego ciała i te tatuaże... ugh, był cholernie pociągający. Przygryzłam dolną wargę niepewnie idąc w jego stronę. Usiadłam na przeciwko i mimo, że nie patrzyłam na niego, wiedziałam, że on to zrobił.
- Proszę, cóż za spotkanie Harper Adams. - wychrypiał niezmiernie ponętnym głosem. Cholera.
- Przejdźmy do rzeczy. - westchnęłam nadal nie patrząc w jego stronę. - Co ode mnie chcesz?
- Jest zlecenie...
- Nie zajmuję się już tym. - mruknęłam przerywając mu.
- Nie przerywaj mi wiesz, że tego kurwa nie lubię. - syknął. zgniatając pusty kubek.
- P-przepraszam. - jęknęłam obdarzając go jednym krótkim spojrzeniem. Nic się nie zmienił... No oprócz tego, że zapuścił małą brodę.
- Lepiej. - powiedział i uśmiechnął się z wyższością (mimo, że tego nie widziałam, wiedziałam, że to zrobił, miał to w swoim zwyczaju). - Alison jest w mieście.
- Fajnie wiedzieć. - syknęłam przypominając sobie moją dawną partnerkę od... przestępstw.
- Przejdźmy do rzeczy - uśmiechnął się złośliwie. - Zabawię się tu trochę, więc jeśli nie chcesz skończyć w piachu lub jako moja prywatna dziwka za to co zrobiłem lepiej mnie słuchaj.
   Zacisnęłam zęby uśmiechając się sztucznie i zmrużyłam oczy. Ten koleś działał mi na nerwy.
- O co ci chodzi Malik?
- Pamiętasz Deana?
- Turner'a?
- Tak.
- No, to co z nim?
- Jest na ostrzał. Masz go rozkochać w sobie i zamordować.
- C-co? - jęknęłam. - Przecież wy mieliście wspólne interesy.
- Mieliśmy. Dopóki nie zaczął ich pieprzyć z kasy.
- Nie mogłeś go od razu zastrzelić? - westchnęłam.
- Nie będę sobie brudził rąk krwią tego skurwiela.
- A ja mogę, huh? - uniosłam lewą brew.
- Piach, on, mój dom, co wybierasz? - spytał.
- On.. - westchnęłam opierając głowę na dłoni. - Dostanę jakiegoś partnera?
- Alison, mówiłem ci, że kręci się w okolicy. - jęknął oblizując usta i spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- No tak. - mruknęłam. Szczerze? To nie śpieszyło mi się na spotkanie z tą dziewczyną. Może i była jedną z bliższych mi osób, ale to ona razem z mulatem wciągnęli mnie w to wszystko.
- Prześle ci dane, gdzie on teraz jest i co robi.
- Okej, mogę już iść? - spytałam z nadzieją w głosie.
- Jasne, zadzwonię do ciebie jak będzie coś na rzeczy. - uśmiechnął się w moją stronę. Okej, w tym momencie był podejrzanie miły.
- Pa Zayn. - machnęłam ręką i wstałam kierując się do wyjścia. Nareszcie. 
   Już miałam szarpnąć za klamkę kiedy ktoś mnie wyminął w tym. Spojrzałam w górę i zetknęłam się z tymi brązowymi oczami. Cholera Justin.

*Justin Bieber's POV*

   Siedziałem z chłopakami na jednej z ławek przy Starbucksie wypatrując jakichś fajnych lasek.
- Cholera Bieber Harper już ci się znudziła? - Luke wywrócił oczami opierając się ramionami o oparcie.
- Nie, ale potrzebuję kogoś! - jęknąłem. - Masz z tym do chuja jakiś problem?
- Wcale. - prychnął.
- Idę po coś do picia. - syknąłem próbując mieć na tyle stalowe nerwy i nie przyjebać mu w ten niewyparzony ryj. Coraz bardziej mnie wkurwiał, zachowywał się jak jakaś baba z okresem. Wstałem z ławki i poszedłem w stronę Starbucksa. Szarpnąłem za klamkę i zderzyłem się z kimś w drzwiach.
- Uważaj jak chodzisz... - syknąłem podnosząc wzrok na osobę. - Harper?
- Uh.. też mi cię miło widzieć Justin. - jęknęła nerwowo.
- Dasz się zaprosić na kawę? - spytałem uśmiechając się słodko. Na ten uśmiech żadna dziewczyna nigdy nie powiedziała nie...
- Teraz? T-tutaj?
- Coś nie tak? - spytałem marszcząc brwi.
- Nie skądże. - uśmiechnęła się krzywo. - Okej.
   Była jakaś podejrzanie wystraszona... Spojrzałem na nią, ale ona była rozbiegana wzrokiem po całym pomieszczeniu. Typowy Justin nie zwróciłby nawet na to uwagi, ale... w niej coś było.. Coś co pociągało mnie bardziej niż w innych laskach.
- Co się dzieje? - wyszeptałem przybliżając się do niej.
- Nic, na prawdę! - wywróciła oczami zdenerwowana moim pytaniem. To moja wina, że się o nią martwiłem? Chwila... czy ja to właśnie powiedziałem?
- Co dla ciebie? - spytała ekspedientka wyrywając mnie z transu. Spojrzałem w jej stronę... Cholera, suka była nieziemsko seksowna.
- Mrożoną Moche. A ty Har?
- Um cokolwiek, cappuccino.
- Okej. - uśmiechnęła się i podała mi paragon. Zapłaciłem za dwie kawy, a brunetka wzięła swoją kawę.
- Możemy stąd iść? - spytała błagalnym tonem.
- Cholera co jest? - syknąłem wkurzony biorąc własny napój.
- Tutaj... jest mój były. - westchnęła po chwili namysłu, przez co rozejrzałem się po kawiarni.
- Oh.. - westchnąłem. - Okej, ale na zewnątrz jest Luke z Mattem.
- Spoko, rozumiem i tak mi się śpieszy. - westchnęła poprawiając swoją torebkę. Przygryzłem wnętrze policzka, nie chciałem, żeby szła.
- Musisz? - spytałem z nutą nadziei w głosie.
- Tak. - mruknęła. - Mam kilka spraw do załatwienia. Pa Justin.
- Cześć.
Cholera, czy ja zawsze muszę wszystko zjebać? 

***
BAM! JEST :) po 2 miesiącach, przepraszam ale miałam masę spraw rodzinnych.
Jak wam się podoba? KOMENTUJCIE!
buziaki @jdbxsomeone

sobota, 8 marca 2014

"I want her"

*Justin's Bieber POV*

  Stanąłem koło Matta przytulającego Sam.
- Ugh czy wy wszędzie musicie się miziać? - jęknąłem - to chore.
- Justin znajdź sobie dziewczynę. - uśmiechnęła się brązowooka zerkając składając na policzku chłopaka lekkie pocałunki.
- Mam dziewczynę...
- Dziewczynę na prawdę, nie mówię o takiej, jaką jest Alice.
- I tak mówisz o swojej przyjaciółce, huh? - podniosłem lewą brew krzyżując ręce na piersi.
- Przecież wiem jaką suką jest ona. - odpowiedziała.
- Zaszokowałaś mnie. - odparłem biorąc nieotwartą puszkę ze stołu. - Widzieliście gdzieś Luke'a?
- Poszedł gdzieś z tą twoją koleżanką, później go nie widziałem. - powiedział Matt bawiąc się włosami Sam.
   Ugh za słodko.
- Z Ellie? - zaciekawiłem się. Swoją drogą nieźle by razem wyglądali.
- Nie jestem tobą, żeby znać wszystkie laski po imieniu..
- Ygh, Elizabeth McFlin? Mówi ci to coś?
   Brunet zastanowił się przez chwilę.
- Tak, z nią szedł.
   O kurwa. To o niej mówił Luke?
- Kiedy z nią był? - spytałem szybko.
- To jakieś przesłuchanie? Wyluzuj, Justin.
- Ygh, cokolwiek. - wychrypiałem rozglądając się na boki.
   Tyle dziewczyn rzucało w moją stronę znaczące spojrzenia, każda chciała, abym poświęcił im chociaż minutę. Te wszystkie puste idiotki były takie głupie. Sam ma rację, powinienem poszukać kogoś na stałe...
   Czy Justin Drew Bieber się zmienia? Może to dlatego, że potrzebuje kogoś do kochania? Bo nikogo takiego nie mam...
   Zlustrowałem kilka suk, po chwili dostrzegłem Harper. Co chwilę spoglądała w moją stronę. Zaśmiałem się cicho.
- Widzisz tą przy parapecie? - szepnąłem do Matta, który po sekundzie spojrzał w jej stronę.
- Co z nią?
- Podoba mi się. - przygryzłem dolną wargę.
- Woah, Justin Bieber się zakochał? - poruszał znacząco brwiami.
- Nie! - zaśmiałem się. - Po prostu jest... inna niż te laski, które znam.
- Jest mega seksowna. - szepnął tak, aby jego dziewczyna nie słyszała.
- Chcę jej. - mruknąłem.
- Tak myślałem, że chcesz ją przelecieć.
- To chyba jasne. - prychnąłem.
- Jesteś męską dziwką ziomek. - poklepał mnie po ramieniu.
- Jestem po prostu niewyżyty... - wywróciłem oczami, czując jak Matt mnie zripostował.
- Tak sobie wmawiaj. - zaśmiał się.
- Zmieńmy temat, stary.
- Dlaczego do niej nie podejdziesz?
- Spławiła mnie.
- Justin Bieber się poddaje? Chłopie, ja cie nie znam!
- Zamknij ryj. - wybuchnąłem śmiechem, na co on mi zawtórował.
- Tchórz.
- Mam jej się narzucać?
- Taki był Justin, którego znałem. - odpowiedział z udawanym smutkiem otwierając butelkę piwa. Po raz kolejny wybuchnąłem śmiechem.
- Zobaczysz ona będzie moja. - westchnąłem.
- Powodzenia. - krzyknął za mną, a ja zacząłem iść w stronę brunetki.
   Harper dlaczego musisz być tak kurewsko seksowna i w dodatku trudna? szepnąłem w duchu idąc w stronę zdziwionej dziewczyny.

*Harper's Adams POV*

   Kurwa, kurwa, kurwa. Właśnie tego nie chciałam.
- Um cześć H..Harper.  - mruknął Justin.
- Przejdźmy do rzeczy. - westchnęłam. - Czego chcesz?
   Chłopak tak intensywnie spojrzał się w moje oczy, że zakręciło mi się w głowie. A może to od dużej ilości alkoholu.
- Przepraszam, zachowałem się jak dupek.
   Z tego co wiem nim jesteś.
- Justin Bieber mnie przeprasza? - zaśmiałam się. - Nie no, też przepraszam, zachowałam się jak suka.
- Zacznijmy naszą znajomość od nowa. - uśmiechnął się słodko. Jezus, zaraz tutaj umrę.
- Jestem Harper.
- Justin. - cholera, czy on się znowu uśmiechnął?
   On był taki słodki.
- Zatańczysz? - wychrypiał patrząc mi prosto w oczy. Jego czekoladowe tęczówki były takie piękne.
- Harper! - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam głowę na bok, gdzie stała zdyszana brunetka z telefonem w ręku.
- Co się stało El?
- Rodzice się skapnęli...
- Kurwa.. - syknęłam.
- Musimy iść. - wydyszała.
   Cholera, w takim momencie?!
- Cześć Justin. - westchnęłam idąc za przyjaciółką.
- Czekaj... - złapał mnie za rękę.
- Pogadamy w poniedziałek. - mruknęłam wyrywając się i zostawiając oszołomionego chłopaka samego.
***
   Wysiadłam z metra zakładając na ramiona moją czarną ramoneskę czując jak wiatr smaga moje ramiona. Jedyne czego teraz potrzebowałam to kazania ze strony mojej mamy.
- Mamy przekichane? - spytałam gładząc opuszkami bluzkę.
- Mhm. - przytaknęła uśmiechając się krzywo.
- Cholera. - syknęłam przechodząc na drugą stronę ulicy. Nasze bloki były dwie przecznice od metra.
- Gadałaś z Justinem... - westchnęła poprawiając włosy.
- Coś w tym złego? - spytałam.
- Wiem jaki on jest i co pl... - umilkła.
- Dokończ. - zmrużyłam oczy.
- Nie chcę, żeby cię zranił, bo jestem twoją przyjaciółką...
- Cholera Ellie, ja niczego nie oczekuję z jego strony... Po prostu rozmawialiśmy... - westchnęłam z irytacją.
- Wiem, że jest mega seksowny. - stwierdziła, a ja przygryzłam dolną wargę.
- Możemy porozmawiać o czymś innym? - mruknęłam. - Jak z Luke'iem?
- Uh. - dziewczyna zarumieniła się lekko. - Dobrze... chyba.
- Podobasz mu się. - zaśmiałam się wyciągając klucze z tylnej kieszeni jeansów.
- Cokolwiek. - odpowiedziała z uśmiechem idąc w stronę klatki. - Spotkamy się jutro!
- Jasne! - krzyknęłam w jej stronę i otworzyłam kluczem drzwi wejściowe.
   Modliłam się w duchu, żeby mama spała, była trzecia nad ranem... Weszłam na drugie piętro i włożyłam klucz do zamka i przekręciłam go kilka razy. Światło w domu było zgaszone, może ona już śpi... Zdjęłam buty i skierowałam się do mojego pokoju.
- Harper Madison Adams. - usłyszałam zachrypnięty głos mojej matki. Cholera. - Gdzie byłaś?
- Uh u Ellie. - westchnęłam.
- Obie dobrze wiemy, że cię tam nie było. - syknęła. - Więc powiesz mi prawdę?
- U kolegi na imprezie, pasuje?! - warknęłam patrząc w jej stronę.
- Obiecałaś mi coś Harper. - westchnęła.
- Powiedziałam, że spróbuje...
- Byłam dzisiaj w szkole, wiem, że pokłóciłaś się z jakąś dziewczyną.
- Bo mnie zdenerwowała! - wybuchłam.
- David śpi...
- Mamo!
- Na prawdę chcesz wylecieć?
- Nie... - mruknęłam po chwili namysłu.
- Więc proszę cię, dotrzymaj słowa i nie pakuj się w żadne kłopoty.
- Coś jeszcze?
- Tak, masz karę na wychodzenie z domu na miesiąc.
- Nie możesz... - wychrypiałam.
- Mogę, masz być w domu prosto po szkole. A teraz idź spać, dobranoc.
- Ygh, dobranoc. - mruknęłam zamykając za sobą drzwi.
   To będzie bardzo długi miesiąc...
***
   Otworzyłam oczy leniwie się przeciągając. 7:15am. Spałam 4 godziny, super. Odszukałam telefon na stoliku i podniosłam go z zamiarem sprawdzenia mojej skrzynki. Jedna nowa wiadomość.
Myślałaś, że się mnie pozbędziesz? Wtorek, Starbucks na Manhattanie o czwartej. Nie spóźnij się, jesteś mi potrzebna. Ch.

- Cholera...

***
Jest! No cóż, dużo się dzieje w moim życiu teraz, więc rozdziały będą trochę rzadziej, przepraszam :(
Jak wam się podoba?
Czekam na szczere komentarze
buziaki @jdbxsomeone 
 
 

czwartek, 27 lutego 2014

"I'm not all"

*Justin's Bieber POV*

   Wszedłem do salonu, było bardzo tłoczno, a wszędzie roiło się od zajebistych dup. Nie miejcie mi za złe, nie uprawiałem seksu od poniedziałku. Luke zawsze wiedział kogo zaprosić, więc nie miałem problemu z odszukaniem jakiejś panienki na jedną noc.
   Podszedłem do wyginających się w rytm muzyki znajomych i przywitałem się.
- Masz już kogoś na oku? - spytał Matt biorąc łyk z puszki piwa.
- Prawdę mówiąc... - zacząłem przygryzając dolną wargę. Nie. - Tak. Zaprosiłeś tą nową?
  To było takie dziwne, od poniedziałku jeszcze ze sobą nie rozmawialiśmy. Halo, jestem Justin Bieber, gadałem i mam wszystkie laski ze szkoły.
- Tak. - uśmiechnął się Luke. - Ale jestem w stu procentach pewny, że i tak ci nie da.
- Stary zachowujesz się jak baba. - westchnąłem wywracając oczami. - Musimy ci znaleźć jakąś laskę, bo zaraz pomyślę, że jesteś gejem.
- Dla twojej wiadomości, mam jedną na oku idioto. - wysyczał.
- To dlaczego ja jeszcze jej nie znam? - spytałem rozbawiony tą całą sytuacją. Niby jesteśmy przyjaciółmi, a jednak co chwilę się kłócimy.
- Jak na razie nie poznasz i nawet nie sądzę, żebyś chciał ją przelecieć.
- Nie ma piętnastki? Czy jest dla mnie za stara? - zaśmiałem się szyderczo. - Luke, ty pedofilu.
- Zamknij się Justin, albo ja to zrobię. - syknął. - Niedługo ją poznasz.
- No mam nadzieję. - odpowiedziałem nadal się śmiejąc.
- Cokolwiek, lecę się rozejrzeć kto przyszedł. - mruknął odchodząc od nas. Skinąłem głową, widać, że był zły o wcześniejsze. Szczerze to mam to w dupie - zresztą jak wszystko.
- A wy co zakochańce? - spojrzałem na przytulającą się parę przyjaciół. - Też mnie zostawicie?
- Tak. - zaśmiała się Sam zarzucając włosy do tyłu. Nie wiem jak oni mogą wytrzymać tak długo w związku. To chore, oni byli ze sobą od pierwszej klasy.. Ja tak nie potrafię.
   Uśmiechnąłem się do dziewczyny i wziąłem ze stołu nieotwartą puszkę z piwem. Odwróciłem się od znajomych i po raz kolejny rozejrzałem się w około w poszukiwaniu kogoś, z kim mógłbym spędzić resztę tego wieczoru.
- No proszę proszę. - szepnąłem do siebie, przyglądając się plecom dziewczyny, która piła coś z czerwonego kubka.
  Pewnym krokiem zacząłem iść w jej stronę. Stanąłem tuż za nią, nic się nie odzywając. Dziewczyna odwróciła się wpadając na mnie.
- Co do... - syknęła podnosząc głowę i spojrzała w moje oczy. No trzeba przyznać, była piękna.
   Uśmiechnąłem się pewniej.
- Nas sobie jeszcze nie przedstawiono. - odpowiedziałem, na co dziewczyna przygryzła wargę. Była tak cholernie seksowna. - Jestem Justin.
- Nie rozmawiam z nieznajomymi. - powiedziała sucho odwracając wzrok. Tajemnicza, lubię takie.
- Oh czyżby? - podniosłem jedną brew. - Przecież dobrze wiesz kim jestem.
- Myślisz, że jeśli wszyscy w szkole cię znają, to ja również? - splunęła.
- Prawdę mówiąc.. tak.
- Ja nie jestem wszyscy.
   Ugh to widać od początku.
- Kompletnie cię nie rozumiem.
- Bo nie jestem laską w twoim typie. - wychrypiała. - Coś jeszcze?
- Skąd to wiesz? - spytałem kpiąco. Dziewczyno przestań mi działać na nerwy.
- Jakbym była inna, to jutro zapomniałbyś jak mam na imię.. jeśli nawet już nie zapomniałeś. - odpowiedziała wymijając mnie. Złapałem ją za ramię, spojrzała na mnie.
- Harper, jesteś Harper.
- Mam ci zacząć być brawo? - spytała kpiąco.
- Czemu nie? - odpowiedziałem żartobliwie. - wyluzuj skarbie.
- Nie jestem twoim skarbem.
- Dlaczego musisz być taka trudna? Nie widzisz, że chcę cię poderwać? - westchnąłem widząc, że to nie ma najmniejszego sensu. Jednocześnie intrygowała mnie, chciałem ją bardziej i dogłębniej poznać, bo była cholernie gorąca.
- Spierdalaj, Justin, nie widzisz, że nie jestem zainteresowana? - syknęła.
- Jeszcze zobaczymy. - splunąłem widząc jak dziewczyna odchodzi, a ja nadal stałem tam oszołomiony jej wrogością wobec mnie. To zawsze dziewczyny do mnie lgnęły, a nie ja musiałem się o nie starać. Tym razem będzie inaczej, jest moim celem, więc nie obchodzi mnie jak, ale muszę ją zdobyć...

*Harper's Adams POV*

   Co za frajer. Wypuściłam głośno powietrze i odeszłam na drugi koniec pokoju zostawiając go tam w osłupieniu. Może i źle go potraktowałam, ale ja nie zamierzam być jego kolejną ofiarą. Oparłam się plecami o parapet i biorąc łyk alkoholu. Zerknęłam na chłopaka, nasze spojrzenia się spotkały. Cholera. Boję się, że... nawet nie chcę o tym myśleć... Zagryzłam wargę i rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu przyjaciółki. Stała w otoczeniu Luke'a, jakiejś blondynki i przystojnego chłopaka. Bez wahania podeszłam do nich.
- Cześć. - uśmiechnęłam się do dziewczyny.
- Hej laska. - zaśmiała się Elizabeth obdarzając mnie szczerym uśmiechem. Czy myślicie o tym samym co ja?
- Nie przedstawisz nas swojej ślicznej koleżance? - usłyszałam chropowaty głos, na co lekko się zarumieniłam.
- Daniel, Nicole, Harper. - odpowiedziała uśmiechając się słodko. Nowi przyjaciele, fajnie. 
- Miło poznać. - skinęłam głową w stronę dwójki.
- Zatańczysz? - spytał chłopak, przytaknęłam i poszliśmy kilka metrów dalej, a ja rozpłynęłam się w muzyce.
   Nigdy nie byłam w stanie tańczyć tak wyuzdanie jak wiele dziewczyn tutaj, prawdę mówiąc nie kręciło mnie to. Zarzuciłam chłopakowi jedną rękę na szyję, w drugiej trzymałam kubek z alkoholem poruszając się w rytm Hot Right Now. Byłam zdziwiona tym, jak bardzo uzupełnialiśmy się w tańcu, przecież znaliśmy się dopiero kilka minut. Brunet uśmiechnął się w moją stronę, był taki słodki.
- Skąd jesteś? - spytałam, przecież ani razu nie widziałam go w szkole.
- Z Brooklynu, wiesz, nie wszyscy mają kupę forsy, żeby mieszkać na East Side'zie. - wywrócił oczami.
- Ja też jestem stamtąd. - mruknęłam przerywając.
- Oh. - uśmiechnął się przesuwając dłoń po mojej tali. - Przepraszam, ale nigdy cię tam nie widziałem...
- Mieszkam tu od tygodnia.
- To by wyjaśniało... nie ważne.
- Cokolwiek. - uśmiechnęłam się poruszając w rytm piosenki, która właśnie się kończyła.
    Chłopak złapał mnie mocniej i przyciągnął do siebie, nasze czoła niemalże się stykały. Daniel był taki gorący, jego usta wyglądały jakby były stworzone do całowania. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem i przygryzłam dolną wargę wiedząc co chce zrobić. Ja też tego chciałam, ale nie teraz... Nie po pięciu minutach poznania się, poza tym to nie byłoby fair po tym co dzisiaj się wydarzyło..
- Muszę lecieć do Lizzy. - szepnęłam wyrywając się chłopakowi, który oniemiały stał w miejscu nie wiedząc co się dzieje, a ja posłałam mu spojrzenie Jesteś przystojny, wydajesz się spoko, ale hola hola, nie będę się z tobą całować po pięciu minutach znajomości. Nie ze mną te numery.
   Oparłam się o parapet i westchnęłam. Zaczęłam żałować tej przeprowadzki, mimo, że miałam tu najwięcej znajomych - jak na ten czas. Rozejrzałam się po raz kolejny po pomieszczeniu, dostrzegłam Justina. Przygryzłam dolną wargę, widząc, że on też na mnie patrzy pomału pijąc piwo z butelki. Stał w otoczeniu kilku znajomych, których pamiętałam ze szkoły. Szepnął coś na ucho do kolegi. Cholera, brunet spojrzał się na mnie po czym znowu wymienił kilka zdań z Justinem. Uśmiechnęłam się nieśmiało, czując jak mocno bije mi serce. Cholera chłopak poruszył się i zaczął iść w moją stronę...
   Co jeśli on mi się spodobał?

***
Jej! Jest rozdział:) Jutro idę z przyjaciółką na urodziny Justina w multikinie i jestem mega podekscytowana. 
Jak rozdział? x Czego się spodziewacie teraz? 
Czekam na komentarze!

PS. CHCIAŁABYM JESZCZE PODZIĘKOWAĆ ZA PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ W NIECAŁY MIESIĄC, WOW NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ, KOCHAM WAS X
buziaki @jdbxsomeone

środa, 19 lutego 2014

"Congrats, bitch"

*Justin's Bieber POV*

   Nareszcie. Upragniona przez wszystkich uczniów czterdziestopięciominutowa przerwa na lunch. Od pierwszej lekcji marzyłem właśnie o tej chwili, mam nadzieję, że uda mi się zagadać do tej nowej. Zrozumcie mnie, jestem niewyżytym seksualnie siedemnastolatkiem, więc nie mogę zaspokajać swoich potrzeb tylko tą idiotką. Swoją drogą coś głośno dzisiaj o niej w szkole.
   Coś jest w tej budzie, a ja o tym nie wiem? Pokręciłem głową i poprawiając kaptur od bluzy pchnąłem drzwi od stołówki szkolnej. Od razu przykułem wzrok wielu osób, w tym większości dziewczyn. Uh czy ja na prawdę jestem taki przystojny? Zaśmiałem się cicho i uśmiechnąłem się lekko idąc w stronę stolika, przy którym siedzieli moi przyjaciele. Brakowało tylko dwóch osób i byli nimi moja "dziewczyna" i Luke.
- Stary słyszałeś o Alice i tej Adams?
- Jakiej Adams? - zaciekawiłem się siadając koło Matta.
- Harper. Ta nowa. - zaśmiał się.
   Robi się coraz ciekawiej. Skinąłem głową, aby chłopak opowiadał dalej.
- Laska jest ostra, na wf'ie ponoć wygarnęła Alice co o niej myśli, wszyscy byli w ciężkim szoku.
   Nie dziwie im się, ja też.
- Jaja sobie robisz? - wychrypiałem. - Przecież ona jej tego nie daruje.
- Nie słyszałeś tego? Cała szkoła o tym mówi.
   No tak, powinienem się przyzwyczaić, że mój kumpel jest plotkarzem...
- Jakoś nie za bardzo mnie to interesuje. - mruknąłem udając znudzonego, a tak na prawdę w mojej głowie roiło się tysiące pytań...
- Co jest? - spytał Luke siadając na przeciwko mnie.
- Słuchaj, ta nowa powiedziała Alice co o niej myśli. - zaśmiał się Matt biorąc do ręki jedną żelkę z paczki leżącej obok jego dziewczyny.
- Alice była strasznie wkurwiona na nią. - mruknęła Sam wkładając do ust cukierka.
- Czyli szykuje się jakaś wojna? - spytałem wlepiając wzrok w brunetkę.
- Tak sądzę. - odpowiedziała patrząc w stronę wstającego z krzesełka Luke'a.
- Gdzie idziesz? - spytałem mierząc go wzrokiem.
- Jak to gdzie? - zapytał kpiąco. - Idę jej pogratulować.

*Harper's Adams POV*

   Kiedy weszłam na stołówkę oczy wszystkich uczniów spoczęły na mnie Gratulacje dziwko, pierwszy dzień szkoły, a ty już jesteś znana ze złej strony. Wlepiłam wzrok w czubki butów i dziarskim krokiem znalazłam się w kolejce po lunch (jeśli tak można nazwać jakieś dwie papki do wyboru). Wzięłam tacę i poprosiłam o jedną z nich, mając nadzieję, że to nie jest nic przeterminowanego. Od jutra zaczynam brać własne jedzenie.
   Podążyłam do wolnego stolika, nie mogłam znaleźć wzrokiem Ellie, więc miałam nadzieję, że tu się spotkamy. Wzięłam łyżkę z zamiarem nałożenia tej brei na nią i spożycia posiłku.
- Na twoim miejscu nie jadłbym tego. - usłyszałam męski głos. Podniosłam wzrok i zobaczyłam wysokiego chłopaka przysiadającego się do mojego stolika. Był również bardzo przystojny, ale zapewne mniej od Justina. Ugh, znowu o nim myślę.
- Cokolwiek. - mruknęłam odkładając łyżkę na swoje miejsce. - Kim jesteś?
   Cholera. Chłopak spojrzał się na mnie jakbym była z innej planety, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę czując jak się rumienię. Roześmiał się serdecznie. To dobry znak.
- Jestem Luke. - uśmiechnął się nie spuszczając ze mnie swoich brązowych oczu.
   No no, pięknie. Pierwszy dzień, a ty poznajesz ludzi, Harper.
- Miło. Ja...
- Wiem jak się nazywasz. - Odparł przerywając mi.
- Super. - wywróciłam oczami. - Więc czego chcesz?
- Chciałem ci pogratulować tego, jak postawiłaś się Queen.
- Wieści szybko się rozchodzą?
- Tak.
- Ona jest królową pszczół?
- Nie mylisz się.
- Kurwa.
- Co jest?
- To dlatego wszyscy się tak na mnie gapią. - wypaliłam.
- Nie przejmuj się tym... Wiesz, nikt nigdy nie postawił się jej...
- Więc jestem pierwsza... - i czuję się z tym zajebiście. Wiem do czego są zdolne takie dziewczyny jak ona i to nie jest już fajne.
- Cokolwiek. W piątek jest impreza u mnie, wpadniesz?
- Nie znam adresu. - uśmiechnęłam się wrednie, nie miałam ochoty iść na żadną domówkę...
   Chłopak wziął do ręki mojego IPhone'a, kurwa jaki on jest sprytny. Po chwili mi go oddał, a ja zobaczyłam na ekranie nowy kontakt łącznie z adresem.
- Zdzwonimy się. - wykonał znak telefonu palcami i wstając z krzesełka puścił mi oczko. - Przyjdź z Ellie.
- Okej. - krzyknęłam za nim, a on pomachał mi i odszedł w stronę swoich znajomych. Uśmiechnęłam się lekko, wydawał się bardzo miły.
- Co tam laska? - spytała brunetka siadając naprzeciwko mnie.
- Zostałam zaproszona na imprezę. - uśmiechnęłam się lekko grzebiąc łyżką w papce.
- Kto cię zaprosił? - spytała odwijając z papieru kanapkę.
- Jakiś Luke. - odpowiedziałam na co dziewczyna spojrzała na mnie z szokiem.
- L-Luke? Jaki Luke?
- Mówię ci, że nie wiem... - mruknęłam.
- Czy to tamten chłopak? - skinęła na stolik, przy którym siedział roześmiany chłopak ze swoimi znajomymi.
- Tak. - odpowiedziałam pewnie, mimo to czułam, że coś jest na rzeczy. - A co?
- To Luke Butler. - mruknęłam spoglądając w dal rozmarzonym wzrokiem. Podoba jej się. - Mówił coś o mnie?
- Tak.
- Co? - spytała otwierając szeroko oczy.
- Powiedział, żebym przyszła z tobą. - uśmiechnęłam się, a na moje słowa dziewczyna zrobiła to samo.
- Czekałam na tą chwilę od pierwszej klasy. - zaśmiała się.
- Wiedziałam że ci się podoba! - odpowiedziałam na co policzki dziewczyny zaróżowiły się.
- Proszę cię Harper, zamknij się. - wywróciła oczami.
- Wyluzuj Ellie, on będzie twój.
- Chciałabym...
- Wie jak się nazywasz, jesteś na dobrej drodze. - zaśmiałam się głośno, na co kilka osób z sąsiednich stolików spojrzało na mnie.
   Rozumiem, jestem nowa, ale ogarnijcie się ludzie z tymi spojrzeniami. Co chwile ktoś się na mnie patrzył, to było takie irytujące...
- Cokolwiek. - wywróciła oczami. - kiedy jest ta impreza?
- W ten piątek.
- To za 4 dni.
- Spostrzegawcza. - zaśmiałam się, dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem. - Spokojnie, Ellie. Żartuję.
- To nie jest śmieszne. - jęknęła przeżuwając kawałek kanapki z Subway.
- Owszem, jest. - zaśmiałam się znowu. To słodkie, jak robiła się czerwona na samo słowo "Luke".
  Odwróciłam się i spojrzałam znowu na stolik, przy którym siedział chłopak. Koło niego siedziała ygh Alice przytulona do... Justina. Nie wiem dlaczego, ale zacisnęłam pięści i odwróciłam głowę w stronę przyjaciółki.
- Zmieńmy temat. - uśmiechnęła się oblizując palce po majonezie. - To prawda, że pokłóciłaś się z Alice?
- Więc ty też... - westchnęłam opierając głowę na łokciu. - Irytuje mnie jej zachowanie.
- Nie tylko ciebie. - odparła zgniatając papier w kulkę. - Prawie cała szkoła jej nienawidzi. Trzyma się tylko na swojej pozycji dzięki "związkowi" - zrobiła palcami cudzysłów - z Justinem.
- Są razem? - spytałam, próbując brzmieć obojętnie.
- Według niej tak, ale Justin jej nie kocha. On po prostu... potrzebuje rozrywki.
- Męska dziwka. - odparłam na co dziewczyna lekko się zaśmiała.
- Mówisz o moim przyjacielu. - walnęła mnie żartobliwie w ramie.
- Byłym. - zironizowałam, przypominając sobie wcześniejszą rozmowę i wywróciłam oczami. - Cokolwiek.
- Nie łap mnie za słówka. - zaśmiała się lekko krzywiąc usta.
- Oj Ellie. - westchnęłam wyciągając z kieszeni telefon. 3 minuty do końca przerwy. - Trzeba się zbierać..
- Wyluzuj, została jeszcze chwila. - wywróciła oczami.
    Oh, zaczynasz mnie denerwować kochanie. Przytaknęłam uśmiechając się sztucznie. Miałam już dość tej szkoły, a to dopiero pierwszy dzień. Tak bardzo marzyłam o moim pokoju... Cholera, ja nawet marzyłam o zabawie z moim bratem, byleby nie być tutaj i nie patrzeć na Alice...
   Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka szkolnego, spojrzałam przymrużonymi oczami na przyjaciółkę.
- A nie mówiłam?!
- Przepraszam. - uśmiechnęła się wstając z krzesełka. Zrobiłam to samo co dziewczyna i obie opuściłyśmy stołówkę kierując się w stronę odpowiednich pracowni.
***
- Jak wyglądam? - jęknęła Ellie nie spuszczając wzroku z drogi.
- Pytasz się o to siódmy raz. - westchnęłam nakładając trochę błyszczyku na usta. - Wyglądasz zajebiście.
- Dzięki, Harper. - westchnęła, widać, że się denerwowała.
- Spokojniej Ellie. - krzyknęłam słysząc jak trąbi na samochód.
- Jak mam być kurwa spokojna?! Czy ty cokolwiek rozumiesz?!
- Rozumiem. - westchnęłam opierając się na łokciu.
- To chyba tutaj. - uśmiechnęła się parkując, a ja podążyłam za jej spojrzeniem. Wieżowiec był ogromny, zresztą jak wszystkie na Upper East Side.
- Wow. - westchnęłam wychodząc z jej granatowego kabrioletu.
- Boję się, Harper.
- Czego? - spytałam otwierając drzwi od apartamentowca.
- Ygh sama nie wiem, pewnie zaniemówię widząc go.
- Wydaję mi się, że on nie ma dziewczyny. - uśmiechnęłam się klikając na przycisk od windy.
- No bo tak jest...
- Więc w czym problem? - spytałam wchodząc do windy.
- To wszystko jest takie... ygh, słuchaj on mnie nigdy nie zauważał, a teraz mnie zaprosił...
- Elizabeth. - jęknęłam wpisując numer piętra. Winda z migiem ruszyła. - Uspokój się już, dobrze?
- Mhm.
   Winda się zatrzymała. Wyszłyśmy z klaustrofobicznego pomieszczenia i znalazłyśmy się na przeciwko drzwi. Już tutaj było słychać połowę piosenki "Mercy" Kanye West'a, nacisnęłam na klamkę, dźwięk zrobił się jeszcze głośniejszy. Uśmiechnęłam się w stronę przyjaciółki, która szukała kogoś znajomego. Mogłam wyczuć alkohol, fajki i inne dopalacze w powietrzu. Już tak długo jestem trzeźwa, że nie pamiętam smaku wódki. Zaśmiałam się lekko podchodząc do barku, gdzie ludzie spożywali swoje napoje. Wzięłam pierwszy lepszy i nalałam go do kubka. Przyłożyłam do ust, czując jak ciecz wpływa do mojego gardła. Jack Daniel's. Uśmiechnęłam się do siebie i odłożyłam kubek. Obróciłam się, ktoś zagrodził mi drogę do reszty pomieszczenia.
- Co do... - syknęłam patrząc w górę. Cholera.
- Nas sobie jeszcze nie przedstawiono. - uśmiechnął się. - Jestem Justin.


***
JEST! Przepraszam, ze tak długo, ale miałam masę spraw na głowie... 
Jak wrażenia? KOMENTUJCIE!
xoxo, @jdbxsomeone

niedziela, 9 lutego 2014

"Are you deaf or stupid idiot?"

*Justin's Bieber POV*

   Kiedy zadzwonił dzwonek, mówiący o końcu lekcji spakowałem się jak najszybciej aby nie stracić z oczu mojego nowego celu... Niestety ona nie była taka jak wszystkie dziewczyny, w mgnieniu oka ulotniła się z pracowni, więc pozostało mi tylko jedno...
***
- Cześć Ellie, jak leci? - spytałem opierając się o rząd szafek.
- Czego chcesz Justin? - westchnęła wymieniając podręcznik od algebry na dwa zeszyty.
- Czy muszę czegoś chcieć, żeby z tobą pogadać? - zaśmiałem się ironicznie.
- Tak. - odpowiedziała zgodnie z prawdą na co ja wywróciłem oczami.
   Jak ona dobrze mnie zna.
- Jesteś moją przyjaciółką, El... - uśmiechnąłem się sztucznie.
- Proszę cię Jay, nie jesteśmy już przyjaciółmi.
- Kiedyś było inaczej... - westchnąłem.
- Zmieniłeś się Justin. - westchnęła zamykając szafkę.
- Przestań to mówić. - mruknąłem poprawiając włosy.
- Boisz się prawdy...
- Wszystko się zmieniło, okej? - wypuściłem powietrze z ust. Ona była jedyną osobą, przy której mogłem poczuć się jak dawniej. - Ty również.
- Nie mów tak Justin, oboje wiemy, że nie chcesz przyjąć innych rzeczy do wiadomości. - mruknęła spoglądając na mnie. - Co chciałeś?
- Podaj mi numer swojej nowej koleżanki. - puściłem jej oczko, czując jak stary ja powraca.
- A więc o to ci chodziło. - zaśmiała się, ale szybko spoważniała. - Nie.
- Ellie nie bądź taka, no.. - jęknąłem idąc za dziewczyną.
- Jeśli masz ją tylko przelecieć, to sorry, nie będę dawała ci do niej telefonu, Justin.
- Co mam zrobić, żebyś dała mi jej numer?
- Zmień się Justin.
- Powiedz chociaż jak się nazywa.
- Nie dasz mi spokoju, prawda? - westchnęła odwracając się w moją stronę.
   Oblizałem usta patrząc niepewnie w jej brązowe oczy.
- Nie.
- Ma na imię Harper. - mruknęła.
   Harper. 
- Ale proszę cię Justin, nie zrań jej dobrze? - pociągnęła nosem. - Ona wiele przeszła...
  Co mogła przejść? pomyślałem ze śmiechem. No tak, ja też trochę przeszedłem.
- Ta, jasne. - uśmiechnąłem się tuląc jej drobne ciało.
- Brakuje mi naszej przyjaźni, naszych rozmów... - wymruczała.
- Shh Ellie. - westchnąłem odklejając ją od siebie. - Ja czuję tak samo... Ale chyba, za bardzo cię skrzywdziłem.
- To był cios po niżej pasa. - zaśmiała się, przywracając "poker face" na swojej twarzy.
   Uwielbiałem tą dziewczynę, ale jednej rzeczy wręcz w niej nienawidziłem... Tego, że była taka krucha, a ja byłem osobą, która raniła ją najbardziej...
- Przepraszam.
- Wiele "przepraszam" usłyszałam z twoich ust, Justin. Nie ufam ci, dlatego obiecuję ci, że jeśli Harper przyjdzie do mnie z płaczem to jesteś martwy. - syknęła zaciskając swoje dłonie w pięści. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak zdenerwowanej. Odwróciła się na pięcie i odeszła, zostawiając mnie w ciężkim szoku.

*Harper's Adams POV*

   Uciekłam. Tak po prostu. Nie chciałam, aby ten cały jak mu tam Justin podszedł do mnie, bo widocznie to miał w zamiarze. Całą lekcję czułam jego wzrok na moich plecach, nie mogłam się skupić na tym co mówiła nauczycielka...
   Podeszłam do mojej szafki i wyciągnęłam z niej kilka książek, aby nie chodzić w te i we wte, to było mi nie potrzebne. Muszę znaleźć Ellie. Westchnęłam i poprawiając torbę podążyłam w stronę jej szafki, ale po chwili stanęłam jak wryta.
   Gadała z nim. Nie wiem o czym, ale była smutna. On ją przytulił, ygh czy ten chłopak na prawdę musi być taki seksowny? Dziewczyna odeszła zostawiając go samego, był czymś zdziwiony... Tak bardzo chciałam się dowiedzieć o czym rozmawiali... Przecież Elizabeth to moja przyjaciółka, mam nadzieję, że on nic jej nie zrobił... Muszę wziąć się w garść.
   Spojrzałam po raz kolejny na chłopaka, tym razem stał oparty o rząd szafek ze skrzyżowanymi rękami na piersi. Cholera, nasze oczy się spotkały... To co poczułam... Nie wiem jak o nazwać...
   Byłam nim oczarowana, był strasznie przystojny... Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę po czym przygryzłam dolną wargę.. ODWZAJEMNIŁ TO, mój żołądek wykonał salto, odwróciłam wzrok i zaczęłam iść w stronę schodów, musiałam koło niego przejść. Kątem oka widziałam jak mnie lustruje, otworzył lekko usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Cholera, jak on na mnie działa.
   Otworzyłam torebkę i zaczęłam szperać w poszukiwaniu planu lekcji. Po chwili wyciągnęłam białą kartkę złożoną na pół i otworzyłam ją podążając wzrokiem po tabelce. Według niego teraz miał być WF.
   Cholera.
***
   Ubrana w szare dresowe spodnie i jasny podkoszulek stanęłam w rzędzie, aby trener mógł nas policzyć i wpisać coś na liście obecności. Pragnęłam, aby ta cholerna godzina skończyła się jak najszybciej, nigdy nie lubiłam wf'u. Stałyśmy na boisku szkolnym, nie było zimno, ale co jakiś czas chłodne podmuchy wiatru muskały moje ręce, przez co dostawałam gęsiej skórki.
   Rozejrzałam się wokół siebie, oprócz mnie było jeszcze 15 dziewczyn, wszystkie wyglądały na te bogate snobki. Wywróciłam oczami i skrzyżowałam ręce na piersi odwracając od nich wzrok.
- Williams! - krzyknął mężczyzna rozglądając się.
- Obecna.
- Florence!
- Jestem.
- Queen!
- Obecna.
- Adams!
   Stałam czekając na czyjąś odpowiedź, której nie dostałam.
- Adams! - krzyknął drugi raz, a ja skojarzyłam fakty.
- Jestem. - odpowiedziałam przyglądając się nauczycielowi. Nie wydawał się stary, miał może 35 lat i widoczną łysinę na głowie. Był ubrany w rozciągnięty niebieski dres, taki jakie noszą zazwyczaj wuefiści.
- Nowa i już głucha. - usłyszałam chichot jakiejś suki. Spojrzałam na nią, miała blond włosy i głupie niebieskie oczy wpatrzone w stronę swojej przyjaciółki. Stała oparta o jakąś inną śmiejącą się sukę w różowych leginsach.
- Masz jakiś problem? - spytałam sucho patrząc w jej stronę.
- Co proszę? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, albo udawała głupią albo po prostu taka była. Myślę, że to ta druga opcja.
- Jesteś głucha czy głupia idiotko? - zaśmiałam się na co wszystkie dziewczyny zamilkły. Chyba byłam pierwszą, która jej się postawiła. Dziewczyna zmrużyła swoje małe oczy i poprawiając kaptur śnieżnobiałej bluzy podeszła do mnie.
- Nawet nie wiesz do kogo się odzywasz. - wysyczała swoim irytującym piskliwym głosem.
- Wiem. To, że masz na nazwisko Queen - oby - nie czyni z ciebie królowej.
- Dla przyjaciół Alice. Tak mam na imię. -prychnęła.
- Nie zostaniemy nimi. - odpowiedziałam bez wyrzutu.
- Queen! Adams! - usłyszałam krzyk trenera. On był bardzo głośną osobą. - Jeśli nie przestaniecie się kłócić, wyślę was do dyrektora.
- Czy ja się z kimś kłócę? - spytałam podnosząc lewą brew. - Po prostu rozmawiamy.
- Nie pyskuj, Adams!
- Nie pyskuje, tylko kulturalnie dyskutuje z panem, trenerze. - uśmiechnęłam się płytko.
- Skończcie to, albo będzie źle. - powiedział trochę ciszej idąc w stronę boksu z piłkami.
- Trenerze, ja nie jestem niczemu winna! - zaświergotała słodko ygh do zrzygania - to ta idiotka zaczęła.
- Nie denerwuj się tak Ally. - uśmiechnął się w jej stronę. Czy oni mają romans, czy jak to jest?!
- Sama jesteś idiotką! - wysyczałam zaciskając pięści. Miałam taką ochotę jej przywalić, ale powstrzymywała mnie jedna myśl... Obiecałam mamie, że nie wylecę z tej szkoły... Ygh...
   Niektóre rzeczy jest bardzo trudno obiecać.
- Zginiesz w tej szkole. - wysyczała mi w twarz.
- Powodzenia, kochanie, ja się nigdzie nie wybieram. - zaśmiałam się i odwracając się na pięcie odeszłam jak najdalej od niej.
***
Długo pisany, ale jest!
Jak wam sie podoba?
NOWY-nie wiem kiedy będzie, powinien się niedługo pojawić.
Czekam na komentarze xoxo

piątek, 31 stycznia 2014

"Who's that boy?"

*Harper's Adams POV*

   Skrzywiłam się widząc przed sobą stację metra, ostatnio jechałam nim mając dziesięć lat... Muszę sprawić sobie jakiś samochodów, motocykl... Nie pytajcie.
   Kupiłam bilet i przeszłam przez barierki, jak zwykle nie było żadnych miejsc siedzących... Powinnam się do tego przyzwyczaić, dopóki nie znajdę innego środka transportu.
   Westchnęłam głośno na co kilka osób spojrzało w moją stronę. Wzruszyłam ramionami wkładając słuchawki od telefonu do uszu i pogrążyłam się w muzyce.
   Po kilku przystankach w metrze zrobiło się ciaśniej, wagon był wypełniony po brzegi. Wywróciłam oczami, w tym czasie obok mnie stanęła jakaś wysoka brunetka. Spojrzałam na jej twarz, wydawała się bardzo znajoma.. Zaświtało mi coś w głowie, więc lekko otworzyłam usta ze zdziwienia. Dziewczyna zerknęła na mnie marszcząc brwi.
- Hej, znamy się? Wydajesz się bardzo znajoma. - uśmiechnęła się lekko.
- Um... ty też wydajesz się nieco znajoma. - odpowiedziałam.
- Jestem Elizabeth McFlin.
- Lizzy? - spytałam. - Harper.
   Brunetka rozszerzyła lekko oczy ze zdziwienia.
- Więc to prawda, znowu tu zamieszkaliście. - pisnęła na co kilka osób spojrzało niemile w jej stronę.
- Też się cieszę, że cię widzę. - zaśmiałam się.
- Mów mi Ellie, nienawidzę, jak ktoś w moją stronę używa tego na "L". - wywróciła oczami, na co ja zachichotałam.
- Gdzie chodzisz?
- Eleanor Roosevelt. - skrzywiłam się.
- Oh, ja również, się tam uczę.
- Nie znam nikogo, nienawidzę czegoś takiego...
- Jako jedyna z całej klasy tam poszłam, więc wiem co to osamotnienie. - uśmiechnęła się krzywo, oglądając swoje pomalowane na turkusowo paznokcie.
- Cokolwiek. - westchnęłam.
   Ludzi w metrze ubywało, a niedługo my również miałyśmy opuścić podziemia.
- Nie jest tak źle... Na początku myślałam, że to szkoła pełna bogatych snobów, ale pozory mylą. Jest grupa takich osób, ale większość to normalni ludzie... Jest nawet kilka osób z Bronxu.
  Podobna do mnie.
- Uwierz, ja nadal tak myślę.
- Ranisz! - udała ból na co ja zaśmiałam się. - Szybko się z kimś zapoznasz.
   A ja nie mam takich nadziei.
   To miłe z jej strony, ale nie tego chciałam... Moim celem było wylecieć z tej szkoły jak najszybciej. Ale kto wie? Może nie będzie tak źle...
- Raczej wątpię... Cóż, nie jestem zbytnio towarzyską osobą...
   Prawdę mówiąc, odpycham ludzi... Umyślnie...
- To tylko głupie gadanie. - ciągnęła. - Zmienisz zdanie...
   Aww ta sama wygadana Liz.. Elizabeth.
- Mam nadzieję...
   ...że nie.
- Nasza stacja. - uśmiechnęła się ciągnąc mnie za rękaw czarnej skórzanej kurtki.
   Prawdę mówiąc taką właśnie zapamiętałam ją z podstawówki. Wygadana, wesoła... Cóż minęło trochę czasu... Co ja mówię, sześć lat to szmat czasu... Teraz była pewną siebie siedemnastolatką, na pewno wiele chłopaków czekało, aby się z nią umówić. Miałam nadzieję odnowić nasz kontakt i... może poznać kogoś...
- Jak długo zajęło ci przystosowanie się no wiesz, do tego miejsca? - spytałam przerywając jej monolog.
- Co to za pytanie? - zaśmiała się patrząc na mnie swoimi brązowymi oczami. - Było trudno, ale dałam radę... Chciałam się wybić poza Brooklyn... Dasz radę, Harper, to nic wielkiego w porównaniu z tyloma przeprowadzkami, które przeżyłaś.
- Kiedy poznałaś pierwszą osobę?
- Uh, w połowie września doszedł do nas taki chłopak.. To było w pierwszej klasie, zostaliśmy przyjaciółmi, a potem, no cóż... Zmienił się, już nie jest tą samą osobą... Doszedł do drużyny koszykówki i po prostu... poszedł za ludźmi. Jest teraz popularny, ale nie winię go za to... Czasem gadamy...
- Dupek. - westchnęłam kopiąc mały kamyk czubkiem buta.
- Cokolwiek, ale teraz mam innych znajomych.
- To chyba dobrze. - powiedziałam, ale bardziej zabrzmiało to jak pytanie.
- Zobacz - wskazała na ogromny, elegancki budynek z czerwonej cegły ozdobionego ciemnymi płytami. - To nasza szkoła.
- Wow. - to było jedyne co mogłam z siebie wydobyć. Ta szkoła była piękna.
- Tak myślałam, że zareagujesz. - zachichotała.
   Przy szkole kręciło się wielu uczniów, niektórzy wchodzili, ale kilka też siedziało na ławkach rozkoszując się słonecznym porankiem. Uśmiechnęłam się lekko przyglądając się grupkom młodzieży, jedna przykuła moją uwagę... Była to zapewne ta, snobistyczna, mająca hajsu jak lodu... Kilka osób stało, dwie dziewczyny siedzące na ławce, gadając coś do chłopaka, który był kompletnie niezainteresowany ich paplaniną. Wydawał się znudzony całym światem, tylko to mogłam wyczytać z jego znudzonych brązowych oczu. Siedział rozłożony na ławce i miał na sobie firmowe ubrania. Był nieziemsko przystojny... Szybko odwróciłam wzrok, nie myśląc o nim, nie chciałam, żeby ktokolwiek zawrócił mi w głowie.
- Halo, Harper! - usłyszałam zirytowany jęk brunetki i jej rękę przed moją twarzą.
- Co? Tak. - mruknęłam spoglądając na nią.
- W ogóle mnie nie słuchasz.. - zrobiła smutną minę otwierając drzwi od szkoły.
- Przepraszam, cię.. - uśmiechnęłam się lekko. - Co to za chłopak? - skinęłam na - tym razem w okularach - bruneta.
- Uh, to Justin, opowiadałam ci o nim... Ale nie łudź się, że poznasz go bliżej... To typowy szkolny dupek, więc nie zawracaj sobie nim głowy. - odpowiedziała szybko, zamykając za sobą drzwi.
   O kurwa.

*Justin's Bieber POV*

- Justin, tu nie wolno palić. - syknął Luke, ale mało mnie to obchodziło.
- Wyluzuj stary, to tylko jeden mały skręt nic więcej. - zaśmiałem się, nie zważając na paplaninę Alice i Sam, które chciały mnie pouczyć. Mam to w dupie, szczerze ostatnio wszystko mam głęboko gdzieś.
  Oblizałem usta zgaszając niedopałek o ławkę.
- Chcesz nas zjarać? - spytał chłopak, krzyżując ręce.
- Nie bądź taki grzeczny Luke. - zaśmiałem się ostro, przypominając sobie co robił ostatnio.
- Ucisz się. - warknął.
- Sam to zrób. - zmrużyłem  oczy, kładąc rękę na ramionach mojej "dziewczyny" na co ona uśmiechnęła się słodko.
   Biedaczka, myśli, że ją kocham. pomyślałem uśmiechając się złośliwie. Jest za bardzo łatwa i żałosna, na to, żeby kogoś mieć. Była mi potrzebna tylko i wyłącznie do jednego.
  Od dwóch lat nikt nie usłyszał z moich ust słów "kocham cię", nawet moja własna matka, której nienawidzę za to, co zrobiła... Czekam na głupią osiemnastkę i wyprowadzę się z tego gówna raz na zawszę... Wrócę do Kanady, mam dosyć tej pieprzonej Ameryki.
- Wpadniesz dzisiaj do mnie? - spytała słodko Alice. - Rodzice idą na kolacje...
- Jasne. - uśmiechnąłem się wiedząc o co jej chodzi.
- Bądź o dziewiątej.
   Wypuściłem głośno powietrze rozglądając się na boki. Za kilka minut miała zacząć się pierwsza lekcja, ale jakoś nie za bardzo mi się na nią śpieszyło. Zaśmiałem się widząc te wszystkie laski patrzące w moją stronę. Czy jestem, aż tak przystojny? Spojrzałem w prawą stronę i zobaczyłem moją starą przyjaciółkę (jeśli można to tak nazwać) Ellie idącą pod rękę z jakąś seksowną laseczką.
- Kto to? - spytałem nonszalancko.
   Luke i Matt spojrzeli w skazanym przeze mnie kierunku, po czym oboje wzruszyli ramionami co wskazywało jasną odpowiedź: "nie wiem". Cholera. Założyłem okulary przeciwsłoneczne i poprawiłem włosy.
- Spodobała ci się Bieber? - spytał brunet ruszając zabawnie brwiami, na co się roześmiałem.
- Nie - oblizałem usta podążając wzrokiem za jej chudym tyłkiem. - Nie potrzebuje miłości. - szepnąłem, aby Alice tego nie słyszała.
- Bezuczuciowy Justin? - zaśmiał się Matt, za co zmierzyłem go wzrokiem, a on podniósł ręce w geście obronnym.
- Cokolwiek. - wzruszyłem ramionami, a w moich uszach rozdzwonił się dzwonek na lekcje. Leniwie wstałem i podążyłem za grupą moich przyjaciół.
- Do zobaczenia, kochanie. - Alice uśmiechnęła się słodko całując lekko moje usta.
- Ta, cześć. - mruknąłem idąc w kierunku schodów.
  Cholera, dlaczego pierwsza lekcja musi być na drugim piętrze? zakląłem w duchu biegnąc coraz wyżej. Ludzi ubywało na korytarzach, w końcu byłem jedyną osobą, która jeszcze nie była w żadnej sali. Brawo, Bieber, znowu się spóźniłeś. Przybiłem piątkę z własną twarzą i bez pukania wszedłem do pracowni od biologi.
- Może trochę kultury, Justin? - spytała pani Floren.
- Ta, dzień dobry. - mruknąłem siadając w ostatniej ławce nie zważając na ciekawskie spojrzenia uczniów, rzucane w moją stronę.
   Po wpisaniu mi spóźnienia i - jak sądzę - uwagi, nauczycielka zaczęła tłumaczyć budowę mięczaków, jednak nie to przykuło moją uwagę. Spostrzegłem tą samą dziewczynę siedzącą kilka ławek przede mną. Odwróciła się, nasze spojrzenia spotkały się na moment, po czym znów utkwiła swój wzrok w przodzie. Uśmiechnąłem się pod nosem.

  Tak, zdecydowanie będziesz moim nowym celem.

***

Wczoraj nie mogłam zasnąć, więc zaczęłam pisać i jest:) 
jak wam się podoba? xoxo

środa, 29 stycznia 2014

I'm not good girl and i never wasn't she"

*Harper's Adams POV*

- Harper! - usłyszałam krzyk mojej mamy, przez co zdjęłam słuchawki, które spoczywały na moich uszach.
- Co jest? - syknęłam w jej stronę.
- Jesteśmy na miejscu.
   Za dobrze znałam to miejsce, Brooklyn. Własnie tutaj się wychowałam, a potem się wyprowadziłam. Szczerze? Po czwartej przeprowadzce przestałam liczyć, bo po co? Nie rozumiałam tylko jednego: po co?
- Dlaczego tutaj? - zaśmiałam się odwracając głowę, aby zobaczyć co mój brat robi. Spał. To dziwne jak na ośmiolatka z taką energią jak on.
- Ostatni raz... - kobieta uśmiechnęła się zakładając za ucho kosmyk włosów.
  Prawda była taka, że to po części przeze mnie ciągle zmienialiśmy miejsce zamieszkania... Po śmierci ojca, wszystko przestało być takie jak kiedyś, bardzo się zmieniłam. Nie jestem grzeczną dziewczynką i nigdy nią nie byłam, mimo, że wiele osób próbowało mnie zmienić, uwierzcie, za dużo. Za każdym razem zaczynałam od nowa... z czystym kontem...
  Wyjechaliśmy stąd, ponieważ mama nie chciała nadal mieszkać, w miejscu, gdzie zginął jej ukochany mąż... To było takie ciężkie dla nas wszystkich...
  Za pierwszym razem zamieszkaliśmy w Bridgeville, po drugiej stronie Ameryki... Jak najdalej od wszystkiego. To właśnie tam zaczęły się wszystkie problemy, miałam zaledwie 11 lat...
  Łącznie byłam w sześciu stanach: Kalifornii, Nowym Jorku, Waszyngtonie, Teksasie, Georgii i Kolorado.
- Powrót do początku? - prychnęłam.
- Wiem, że ci ciężko, ale uwierz, mi też nie jest łatwo.
- Zmieniałam szkołę ponad dziesięć razy i ty mówisz że tobie jest źle?! - syknęłam, próbując nie zbudzić Davida.
- Po prostu spróbuj się przystosować, okej?
- Nikogo tu nie znam... - mruknęłam.
- A Lizzy? Tommy, Phil, Vicki?
- Mamo daj spokój! To znajomi z przedszkola. - wywróciłam oczami. - Nawet nie wiem, jak teraz oni wyglądają.
- Proszę cię, nie schrzań tutaj nic..
- Gdzie mnie zapisałaś? - spytałam, przypominając sobie, że wcześniej nie angażowałam się w nic związane z przeprowadzką.
- Eleanor Roosevelt. - uśmiechnęła się z błyskiem w oku. Tam właśnie poznała mojego ojca.
- Jesteś chora. - powiedziałam sucho.
- Co jest?
- Nie mogłaś gdzieś bliżej? - syknęłam zastanawiając się jak mogę wylecieć z tamtej placówki.
- Harper, nie takim tonem, co? - odpowiedziała. - To dobra szkoła, chcę żebyś wyrosła na dobrą obywatelkę.
- Mamo... - westchnęłam.
   Kolejna szkoła pełna bogatych i próżnych dziwek. pomyślałam zaciskając pięści. Wcale nie uśmiechało mi się dojeżdżanie tam.
- Kiedy wysiadamy? - spytałam, bo nie uśmiechało mi się przesiedzenie całego dnia w starym samochodzie. Mama skinęła głową, a ja otworzyłam drzwi i wzięłam swoje walizki z bagażnika. Mama obudziła Davida, ale nie dbałam już o to, po prostu weszłam po niewielkich schodkach budynku i otworzyłam drzwi wejściowe. Weszłam po dłuższych schodach i stanęłam przed drugimi wymalowanymi białą farbą drzwiami od mieszkania. Ten sam blok, a nawet to samo mieszkanie...
  Westchnęłam głośno rozglądając się po umeblowanym salonie, który wyglądał inaczej niż wtedy, gdy tu mieszkaliśmy. Czerwone ściany i ciemne meble zostały zastąpione beżem i brązem. Uśmiechnęłam się pod nosem, kierując do swojego pokoju. Otworzyłam okno i spojrzałam na ulicę, po której co jakiś czas przejeżdżały samochody.
- Kochanie? - usłyszałam głos mojej rodzicielki. Stała oparta o framugę drzwi.
- Co jest?
- Zaopiekuj się Davidem, idę do sklepu po coś na kolację. - uśmiechnęła się poprawiając czarną kurtkę.
- Okej.
  Jej usta ułożyły się w bezszelestne "dziękuję", a ja zaczęłam rozpakowywać walizki.
***
  Nabiłam widelcem na kawałek lasange, którą mama kupiła w pobliskim sklepie i szybko przeżułam.
Widać, że nie tylko mi ona nie smakowała, mój brat skrzywił się przy pierwszym kęsie.
- Gadałam z mamą Lizzy...
  Załatwiasz mi przyjaciół? No, świetnie. Prychnęłam.
- I co? - udałam zaciekawioną.
- Spotkałam ją w sklepie, wiesz... postanowiłyśmy odnowić kontakt. Wiesz, że ona nadal mieszka w bloku obok?
  Super, interesujące... westchnęłam.
- Fajnie. - mruknęłam.
- Ja i jej mama byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami...
  Skończ pieprzyć.
- I co w związku z tym? - spytałam biorąc łyk wody.
- Ona też zapisała Lizzy do Eleanor Roosevelt.
- Super. - skinęłam ironicznie odkładając mój talerz do zlewu.
***
  Obudziłam się z ogromnym bólem głowy, zresztą jak zwykle.. Odsłoniłam okna, przez co słońce, które wpadało ociepliło pokój, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Tak bardzo mi tego brakowało. Mam nadzieję, że mama nie będzie chciała się znowu wyprowadzić... Przynajmniej nie z tego miasta...
  Wyszłam z pokoju, mamy i Dave'a już nie było. Poszłam do łazienki z zamiarem wzięcia krótkiego prysznica i ubrałam jasne spodnie, czarny sweter przez głowę i czarne botki na niskim obcasie. Umyłam twarz zimną wodą, po czym wklepałam podkład i umalowałam rzęsy-nie lubię mocnego makijażu-i związałam włosy w wysoki ogon. Wyglądałam znośnie, więc wzięłam rogala z kuchni i pobiegłam na metro.

   Tak, to zdecydowanie nie będzie najlepszy dzień w moim życiu...

*** 
DŁUGO PISANY, ALE JEST! JAK WAM SIĘ PODOBA?  XOXO

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Prologue

     2 lata wcześniej


*Justin's Bieber POV*



- Kochanie już jesteśmy! - usłyszałem melodyjny dźwięk głosu mojej mamy.

- Czy to było konieczne? - mruknąłem zakładając kaptur.
  Uśmiech z twarzy kobiety zniknął w sekundę.
- Justin... - westchnęła trzymając ręce na kierownicy.
- ...ty nic nie zrozumiesz. - udałem ją wywracając oczami.
   Bla, bla, bla... Ciągle ta sama śpiewka.
- Kupiłaś chociaż dom? - spytałem.
- Mówiłam ci, zamieszkamy z Dean'em. Nie słuchasz Justin.
- O nim nigdy nie słucham.
- Justin, rozmawialiśmy na ten temat.
  Możesz mnie pocałować w dupę.
- Posłuchaj... - zaczęła, ale jak zwykle nie dałem jej skończyć.
- Ojciec o tym wie?
   Kobieta przygryzła dolną wargę wpatrując się w niewiadomy punkt przed sobą.
- Tak myślałem. - odpowiedziałem kpiąco.
- Nie mogłam tam zostać...
- Wiesz jak bardzo jestem przywiązany do niego! - krzyknąłem.
  Pierwszy raz poczułem taką odrazę do własnej matki.
- Kochanie ja wiem...
- Jesteś najgorszą matką... - syknąłem, a ona spojrzała na mnie z szokiem w oczach.
   Nienawidzę cię...

*** 
taki tam prolog.... jak wam się podoba? 
czekam na komentarze:)